niedziela, 30 czerwca 2013

Rozdział 11.

UWAGA: ROZDZIAŁ ZAWIERA SCENY EROTYCZNE PRZEZNACZONE DLA OSÓB DOROSŁYCH, LUB O MOCNYCH NERWACH. WŁAŚCIWIE TO JEDNO I DRUGIE. 

_____________________________________________________________________________________________                                                         


Otarł ustami o moją szczękę, kiedy zwinnym ruchem zsuwał lekko koszulkę z mojego ramienia. Delikatnie szczypał zębami nowo odkrytą skórę, co przyprawiało mnie o dreszcze. Zamarłam, kiedy jego duża dłoń zjechała w dół ciała, niebezpiecznie zbliżając się do mojego krocza, ale zdążyłam odsunąć się do tyłu, zanim mnie dotknął. Nie spuszczał wzroku z mojej twarzy. Oddychałam coraz ciężej, a on nie przestawał bawić się opuszkami moich palców. Po chwili wplótł w nie swoje i pociągnął mnie do przodu. Sam siadł na skraju łóżka i przesunął, bym stanęła między jego nogami. Moja klatka zaczęła opadać i wznosić się chaotycznie, kiedy poczułam jak oplata swoją dużą dłonią tył mojego uda. Uniósł je trochę, nakłaniając, bym usiadła mu na kolanach.
Harry przesunął się dalej, w głąb łóżka. Podparłam się rękami o jego klatkę, żeby nie upaść. Szybko jednak cofnęłam dłonie, kiedy jego powędrowały na krawędź koszulki, którą miał na sobie. Materiał został zwinnie przeciągnięty, przez głowę, by zaraz znaleźć się na podłodze. Mój wzrok utonął w opalonej skórze jego torsu. Zaciągnęłam się powietrzem przez nos, gdy Harry sięgnął po moją rękę. Przeniósł ją na swoje ramię, a za chwilę powiódł nią poniżej lewego obojczyka.
- Proszę... - powiedział, niemal błagalnie.
Puścił moją rękę, a ja ku własnemu zdziwieniu, nie przerwałam dotykać jego torsu. Mięśnie, kryjące się pod opaloną skórą, twardniały i napinały się pod dotykiem moich miękkich palców. Widziałam jak jego usta, lekko się rozchylają, kiedy przejechałam palcem wskazującym po jego sutku. Gorący oddech wydostał się z jego ust, gdy zjeżdżałam dłonią w dół jego klatki. Ostrożnie kreśliłam precyzyjne linie na jego brzuchu. Harry nie mógł oderwać ode mnie wzroku, kiedy zagłębiałam się w jego kształty. Z ciekawością podążyłam opuszkami palców do linii formującej się w literę V, pomiędzy jego biodrami. Mój dotyk jednak zastygł w miejscu, kiedy dotarłam do czarnej tasiemki, jego bokserek, która wystawała zza jeansów.
Zamarłam, wciąż siedząc na jego kolanach, kiedy powoli rozpiął swój pasek. Guzik od spodni z łatwością wysunął się z zapięcia, a rozporek powędrował w dół. Moje źrenice rozszerzyły się. Harry szybko zareagował, kiedy próbowałam z niego zejść. Jedna z jego dużych dłoni, przytrzymała moje udo, druga zastygła w dolnej części pleców, starając się utrzymać mnie w pozycji siedzącej.
Trwaliśmy tak kilka sekund. Drżący oddech wysmyknął się z ust, kiedy Harry pogłębił ruchy. Przeszły mnie ciarki, kiedy przesunął rękę w górę moich pleców, pochylając mnie bliżej siebie. Sam podciągnął się lekko i zaczął wodzić nosem po moim policzku, niemo prosząc o jakąkolwiek odpowiedź. Odwróciłam twarz w jego kierunku, dając tym samym możliwość, by przywarł do mnie swoimi ustami.
Jego ręka zniknęła z mojego uda, potem usłyszałam głębokie jęknięcie, które zawibrowało w moich ustach. Odsunęłam się, by zobaczyć, jak palce Harry'ego pocierają czarny materiał bokserek. Miał zamknięte oczy, moje palce ostrożnie odgarnęły z jego czoła opadające loki. Mruknął cicho w odpowiedzi na mój dotyk i uśmiech pojawił się na jego twarzy.
 Nigdy wcześniej nie widziałam go w takim stanie. Był praktycznie bezbronny, kiedy przyglądałam się, jak przyciska w dół swoją dłoń. Ogromny kontrast widniał pomiędzy tym dotykiem, a tamtym, gdy brutalnie bił Jake'a. Teraz Harry cicho pomrukiwał, rozkoszując się przyjemnym uczuciem, przepływającym przez jego ciało. Może zrobiłam to dlatego, że chciałam poczuć się silniejsza, stworzyć napięcie dominacji, którą Harry zawsze trzymał nade mną. Mniejsza o powód, po prostu byłam ciekawa, jak to jest mieć nad kimś kontrolę. Jego oczy otwarły się szeroko, kiedy poczuł dotyk moich palców na napiętych mięśniach swojego brzucha. Moja dłoń zadrżała, gdy przeniosłam ją na czarny materiał, odkryty przez jego spodnie. Odetchnęłam niepewnie, jak poczułam jego dużą dłoń na swojej. Zatrzymał wzrok na mojej twarzy, pokazując mi, jak mam go dotykać. Stwardniał, gdy delikatnie go ścisnęłam. Z lekką grozą obserwowałam jak wypycha w górę swoje biodra, by spotkać mój dotyk. Niedługo potem odchylił całe swoje ciało.
- Mocniej... - poinstruował mnie półgłosem.
Dodałam nieco więcej uścisku, na co Harry zareagował gardłowym uznaniem. Moje imię wmieszało się, między jego ciężkie oddechy, gdy kontynuowałam pocieranie jego miejsc intymnych. Ledwie mogłam uwierzyć w to co się dzieje. To z pewnością nie powinno mieć miejsca, ale byłam zbyt ciekawa, żeby się powstrzymać. Poczułam, że czarny materiał wilgotnieje, a jęki Harry'ego stawały się coraz szybsze.
Na jego twarzy malowała się przyjemność, gdy odrzucił do tyłu głowę. Jedną ręką chwyciłam tył jego karku podczas, gdy druga nie przerywała poruszać się na  jego pulsującym wybrzuszeniu. Pochyliłam się do przodu, umieszczając usta na rozgrzanej skórze szyi Harry'ego. Mocniej zacisnął palce na moich plecach, kiedy zaczęłam ssać. Po raz pierwszy miałam nad nim pełną kontrolę. Głębokie westchnięcie wydostało się z wnętrza jego płuc, kiedy zwiększyłam siłę w moich ustach. Starałam się zrobić to najmocniej jak umiałam.
Chciałam, żeby wiedział jak to jest, gdy ktoś sprawia, że czujesz się całkowicie bezradny. Moje zęby dotknęły i tak czerwonej już skóry, wciąż przytrzymywałam tył jego głowy jedną ręką.
Głębokie jęknięcie odbiło się echem po pokoju w momencie, gdy ciepła substancja rozlała się w jego bokserkach. Harry nie przestał jeszcze oddychać ciężko, gdy kolejna fala przeszła przez jego ciało. Trzymał mnie blisko siebie, gdy jego biodra jeszcze raz uniosły się w desperackiej prośbie o więcej dotyku.
-Bo.
Przygryzłam jego szyję, gdy siedział w bezruchu. Próbował ochłonąć. Obie dłonie przeniosłam na jego twarz i przyciągnęłam do moich ust. Uśmiechnął się pod nosem w odpowiedzi na moje dominujące ruchy, ale zaraz postanowił odwrócić role. Przerzucił nas na bok, moje usta straciły kontakt z jego skórą, gdy znalazłam się pod nim. Ciężko zawisł nade mną, by po chwili chwycić moje nadgarstki w jego dużą dłoń i przenieść je nad moją głowę. Nerwowo obserwowałam, jak sięgnął wolną ręką do boleśnie wyglądającej ranki na szyi. Lekko przymknął powieki, gdy przejechał po zaczerwienionej skórze palcami. Byłam zaskoczona, kiedy na jego twarz wkradł się uśmieszek.
- To była zemsta? - zapytał nadal się uśmiechając.
Nie odpowiedziałam.
- Może powinien wkurzać cię częściej. - zaśmiał się - To zabawne.
Zamknęłam oczy, kiedy mocno mnie pocałował. Jego dotyk sprawiał, że miękłam na całym ciele, gdy delikatnie przejeżdżał językiem po mojej dolnej wardze. Uwolnił moje nadgarstki i podniósł się z łóżka, ruszając na drugi koniec pokoju. Usiadłam, opierając swój ciężar na łokciach. Nie mogłam powstrzymać się od podziwiania sposobu, w jaki jego mięśnie na plecach pracowały, gdy się poruszał. Odwrócił się w moją stronę z wciąż rozpiętym paskiem. W ręku trzymał parę czystych bokserek, mrugnął w moim kierunku zanim zamknął za sobą drzwi do łazienki. Usłyszałam jak odkręca wodę i opadałam z powrotem na łóżko. Podniosłam palce do ust, wciąż czułam jego miękki dotyk, jakby nadal mnie całował.


***
Mój wzrok powędrował w kierunku drzwi, z których wyłonił się Harry. W samych bokserkach. Wpychał swoje ubrania do kosza z bielizną. Jego włosy ułożyły się w pukle, wciąż jeszcze mokre po prysznicu. Małe kropelki wody opadły i zaiskrzyły na jego szyi i torsie. Nie mogłam poradzić sobie z pragnieniem obserwowania jego opalonej klatki i znajomych linii tworzących V, które zbiegały się w spodenkach. Podniosłam wzrok na jego twarz, która rozświetlona była w uśmiechu oplecionym dwoma głębokimi dołeczkami. Był piękny.
- Podoba ci się to, co widzisz? - Harry uśmiechnął się zawadiacko.
Jego chichot zabrzmiał w pokoju, a ja pospiesznie opuściłam wzrok, gdy poczułam znajome szczypanie gorąca na policzkach. Niepewnie wstałam, kiedy podszedł z drugiej strony łóżka.
-Bo.
Odwróciłam się, by zobaczyć jak brwi Harry'ego unoszą się w zdziwieniu. Lekko wystawił język, by zwilżyć usta, zanim zaczął znowu mówić.
- Gdzie idziesz?
Jego naga, opalona skóra oszołomiła mnie na moment, ale zaraz się opamiętałam.
- Kanapa. - powiedziałam odważnie.
Jego ciemne loki opadły na czoło, kiedy potrząsnął głową.
- Zostań tutaj.
Obserwowałam jak odciąga pościel, dając mi znak głową, bym podeszła bliżej. Nerwowym krokiem ruszyłam w kierunku w którym stał. Pochylił się, dotknął nosem mojego policzka, zanim delikatnie musnął moją twarz. Moje rzęsy zatrzepotały w odpowiedzi na przyjemne uczucie.
- Wskakuj.
Ciągle się go bałam, nawet mimo tego intymnego momentu, który dzieliliśmy chwilę temu. Intensywnie obserwował, gdy wyciągnęłam rękę w kierunku jego szyi. Wzdrygnął się lekko kiedy moje palce przejechały po podrażnionym znamieniu na skórze. Przechylił głowę w bok, pozwalając mi kontynuować. Gładkie mruczenie zawibrowało w jego piersiach, zanim się odsunęłam.
Wspięłam się na łóżko i przykryłam ciepłą pościelą. Pachniała nim.
- Posuń się, skarbie. - mrugnął w moją stronę.
Spojrzałam na niego zaskoczona.
- Ja...
Harry wcale nie oczekiwał mojej odpowiedzi. Przesunął mnie na drugą stronę łóżka, a jego ciepłe ciało spoczęło tuż obok mnie. Naga skóra dotknęła mojego ramienia, kiedy pochylił się nade mną, żeby zgasić lampkę. Odwróciłam się w drugą stronę i wstrzymałam oddech, gdy jego silna ręka oplotła moją talię. Przyciągnął mnie do siebie, ciasno przytulając plecy do swojego torsu. Jego palce przebiegły po mojej szyi, kiedy odgarniał z niej włosy.
- Och i nie martw się, planuję się odwdzięczyć. - wyszeptał.
Zrozumiałam doskonale co miał na myśli, kiedy opuszki jego palców wślizgnęły się pod koszulkę, którą miałam na sobie. Sięgnął do czułego miejsca, tuż nad tasiemką moich szortów i delikatnym ruchem zbadał fakturę mojej skóry. Poczułam jak jego klatka delikatnie wibruje, gdy zaśmiał się, wyczuwając gęsią skórkę, która wykształciła się pod wpływem jego dotyku. Przytrzymał mnie ciasno, kiedy próbowałam się odsunąć.
- Harry...
Delikatnie przycisnął usta do tyłu mojego karku, wplatając nogi między moje. Poczułam jak moje ciało drży. Ciepły oddech Harry'ego drażnił moją skórę. Zajęło mi trochę czasu, zanim całkiem się odprężyłam. Harry wciąż trzymał mnie blisko siebie, nawet po tym, jak zasnął. Leżałam, nie mogąc usnąć dobrych kilka godzin, nie mogłam przestać myśleć. Desperacko starałam się znaleźć odpowiedź na pytanie, co stało się z moim normalnym życiem. Harry.

Rozdział 10.

- Możesz wejść, wiesz? - uśmiechnął się.
Odetchnęłam głęboko, zanim przekroczyłam próg mieszkania. Harry stanął za mną i pomógł mi ściągnąć kurtkę. Jego głowa na chwilę spoczęła na moim ramieniu, gdy pełnymi ustami dotykał skóry szyi. Zadrżałam, poczułam gorące powietrze wypływające z jego ust. Odwrócił się by powiesić ubrania. Ruszyłam za nim, kiedy wszedł wgłąb mieszkania.
- Ja... - moje usta znalazły niemałą trudność w uformowaniu słów.
Harry zwrócił się w moim kierunku. Czekał, aż skończę swoją wypowiedź, przekrzywiając głowę w bok i wpatrując się we mnie.
- Dziękuje Harry. - powiedziałam cicho.
Dobrze wiedział o czym mówię. Opuściłam głowę, moje buty stały się nagle bardzo interesujące. Przestałam na moment oddychać, kiedy poczułam jak się zbliża. Pochylił się, jego loki łaskotały mój policzek, kiedy swoje usta skierował do mojego ucha.
- Zrobiłbym to znowu. - usłyszałam jego ochrypły szept.
Moja mała dłoń dotknęła jego palców, kciukiem delikatnie przejechał po zranionych kostkach. Zdziwiłam się, kiedy cofnął rękę. Wyminął mnie i ruszył wzdłuż holu. Dźwięk lejącej się wody wypełnił przestrzeń. Cóż, wyglądało na to, że sama mam go znaleźć.
Mieszkanie Harry'ego było schludne. Rzuciłam wzrokiem w kierunku, jak mi się wydawało salonu. Wyglądał normalnie, kanapy, stolik do kawy, telewizor. Nie wiem, czego się spodziewałam, chyba czegoś strasznego. Ale było ...normalnie.
- Harry?
- Mmm ? - zadźwięczał jego głęboki głos.
Weszłam do kuchni, stał tyłem do wejścia, wkładając właśnie rękę pod zimną wodę. Odwrócił głowę,  by zobaczyć mnie stojącą w drzwiach. Nerwowo bawiłam się palcami, gdy cała jego sylwetka była już przodem do mnie. Napięte mięśnie były teraz bardzo dobrze widoczne, gdy zakręcał kran. Chwycił ścierkę leżącą obok i przyłożył do zranionej dłoni, osuszając wilgoć. Pochylił się nad blatem i posłał mi uśmiech. Kiwnął głową, bym weszła dalej.
- Chodź tutaj.
Powoli zbliżyłam się do niego zaplatając ręce na piersiach. Oparłam się bokiem o kuchenny blat, prewencyjnie zachowując bezpieczną odległość.
- Mieszkasz tu z kimś?
- Nie.
Moje serce szybciej zakołatało na jego odpowiedź. Miałam nadzieję, że ktoś jeszcze tu będzie w razie, gdybym potrzebowała pomocy, gdyby coś się działo, czy coś... Patrzył na mnie z zaciekawieniem, aż w końcu się odezwał.
- Możesz zająć moje łóżko.
Zahuczało mi w głowie, gdy to usłyszałam. Nie chciałam zostawać w jego sypialni.
- Nie...nie, jest w porządku. Będę spała na sofie. - wybełkotałam.
Wzdrygnęłam się, kiedy Harry zrobił krok w moim kierunku. Jego cień padł na mnie, gdy był blisko. Podniosłam wzrok, ciemne loki znowu opadły mu na czoło, zanim zdążył je okiełznać.
- Nie rób problemów i po prostu zajmij moje łóżko. - powiedział trochę poirytowany.
- Nie.
Zmarszczył czoło i przymrużył ciemne oczy. Chyba nie był przyzwyczajony do ludzi sprzeciwiających się jego żądaniom. Przybrałam pewną siebie pozycję, do czasu, aż moje stopy oderwały się od posadzki. Jedna z silnych rąk Harry'ego powędrowała pod moje kolana, a druga podtrzymywała plecy, kiedy podnosił mnie do góry.
- Odstaw mnie na ziemię!
Zignorował moje słowa, jak wtedy kiedy podniósł mnie na parkingu. Przycisnął swoje palce do mojego ciała, kiedy przyciągnął mnie bliżej swojego torsu. Wyniósł mnie z kuchni, by przemierzyć korytarz. Zatrzymał się i kopnął nogą w jakieś drzwi, które w momencie się otworzyły. W pomieszczeniu panowały egipskie ciemności. Instynktownie zacieśniłam uścisk na jego szyi, nigdy nie byłam wielką fanką ciemności. Harry wydawał się niewzruszony brakiem jakiegokolwiek światła. Z łatwością manewrował po pokoju.
Odetchnęłam, kiedy posadził mnie na czymś miękkim. Przejechałam rękami po otaczającej mnie fakturze i zdałam sobie sprawę, że siedzę na łóżku. Po chwili pokój rozświetliła mała lampka, stojąca na nocnej szafce.  Dawała na prawdę słabe światło, ale nawet mimo tego oczy Harry'ego błyszczały. Obserwowałam jak podchodzi do szafki i wyjmuje z niej jakieś ubrania. W momencie pojawił się tuż przy mnie, wyciągając w moją stronę rękę z rzeczami.
- Załóż to.
Z wahaniem wzięłam od niego koszulkę i szorty, odsuwając się trochę. Harry nie odezwał się, tylko wyszedł z pokoju i zamknął za sobą drzwi. Moje oczy zaczęły skanować przestrzeń wokół mnie. Usiadłam na wielkim podwójnym łóżku i wypuściłam powietrze ze świstem. Dostrzegłam kilka fotografii i gitarę ustawioną w rogu. Zdjęłam buty i dziwnie poruszając biodrami zaczęłam ściągać z siebie obcisłe spodnie. Zwinnie naciągnęłam spodenki i wyprostowałam się. Zdjęłam top i już miałam przeciągać luźną koszulkę przez głowę, gdy drzwi zaczęły się otwierać. Jeszcze nigdy w takim tempie nie zakładałam nic na siebie. Pobiłam jakiś rekord, na pewno. Oczy Harry'ego wędrowały po moim ciele.
- Mmm... Dobrze wyglądasz w moich ciuchach.
Zawstydziłam się przez jego komentarz. Chcąc ukryć zmieszanie odwróciłam się do niego tyłem i pochyliłam, żeby podnieść z podłogi moje rzeczy. Za chwilę i tak z powrotem tam powędrowały. Harry zamruczał mi do ucha, jego dłonie oplotły talię. Głowa delikatnie popchnęła na bok moją, by mógł całować obnażoną skórę na szyi. Moje plecy ciasno przylegały do jego torsu.
Nie mogłam się ruszyć, gdy jego ręka zacieśniła uścisk na mojej talii. Druga, bez przeszkód wślizgnęła się pod luźną koszulkę, którą miałam na sobie. Jego palce błądziły po mojej skórze, słyszałam jego ciężki oddech tuż przy moich uchu. Jęknęłam cicho, gdy dotarł do zaokrąglenia moich piersi. Chwycił jedną z nich w swoją dużą dłoń i delikatnie ścisnął. Oparłam głowę o jego ramię, gdy poczułam nowe, nieznane uczucie. Zamknęłam oczy.
Nigdy wcześniej czegoś takiego nie doświadczyłam. Dreszcze przechodziły przez całe moje ciało. Jakimś cudem mgła w moim umyśle się rozstąpiła. Poruszyłam się w uścisku Harry'ego, na co zaśmiał się i pozwolił mi się uwolnić. Niepewnym krokiem ruszyłam do drzwi. Nacisnęłam klamkę i otwarłam je.
- Bo... - ostrzegł Harry.
Był tuż za mną. Jego duże dłonie oparły się o drewnianą powłokę, zaraz nad moją głową, popychając ją lekko. Drzwi zamknęły się, blokując mi jedyną drogę ucieczki.
Moje serce biło tak głośno, że przysięgam, że Harry też je słyszał. Nie zdążyłam odwrócić się do końca, gdy moje ciało już przyciśnięte było do drewna. Podniosłam wzrok, by spotkać jego błyszczące oczy, spoglądające na mnie z góry. Wstrzymałam oddech, kiedy przeniósł swoje różowe usta do mojego ucha.
- Chcę, żebyś poczuła się dobrze. - zabrzmiał jego ochrypły szept. 

Rozdział 9.

- Musimy iść.

Znowu złapał mnie za rękę. Szybko przedarliśmy się przez spocony tłum tańczących ludzi, ledwie miałam czas chwycić moją kurtkę i torebkę z kanapy, przy której siedziałam wcześniej. Harry założył marynarkę, podciągnął rękawy do połowy przedramion i po raz kolejny chwycił moją dłoń. 
- Bo!
Harry to zignorował, ja jednak odwróciłam się, by zobaczyć Hayley, która patrzyła na mnie zatroskana. Mogłam jedynie bezdźwięcznie posłać jej krótkie "sorry". Jego mocna postawa, bez trudu mną kierowała, kiedy prowadził mnie w stronę wyjścia. Było mi ciężko utrzymać rękę Harry'ego przez napierający tłum. Moja dłoń wyślizgnęła się z jego palców. Krzyknęłam skonsternowana, kiedy ktoś gwałtownie złapał mnie za nadgarstek.  To z pewnością nie był mój wieczór. Podniosłam głowę i zobaczyłam nieźle naprutego gościa. Uśmieszek szybko zniknął z jego twarzy.
- Odsuń się. - warknął Harry. 
Poruszył się, by agresywnie odepchnąć faceta, ale szybko stanęłam między nimi. Przyciskałam dłonie do jego torsu, żeby go powstrzymać. 
- Harry - powiedziałam błagalnym tonem - Proszę cię, nie rób tego. 
Obrazy pobitego Jake'a ciągle wirowały mi w głowie. Nie dałabym rady oglądać powtórki. Jego klatka ciężko podnosiła się i opadała pod moim dotykiem. Odetchnęłam z ulgą, kiedy chwycił moją rękę i z powrotem ruszył przez tłum ludzi. Po chwili znaleźliśmy się na dworze, oplotło nas zimne powietrze. 
- Chodź.
Spojrzałam na Harry'ego, kiedy szliśmy w stronę samochodu, wciąż miał zaciśniętą z napięcia szczękę. Szedł szybko, więc musiałam co jakiś czas zagęścić ruchy do wolnego biegu. Po chwili rozpoznałam ulicę na której zaparkowany był jego czarny samochód. Wypuściłam ciche tchnienie, gdy w pewnym momencie wpadłam na ciało Harry'ego, gdy ten nagle się zatrzymał. Zaskoczyło mnie to i mocniej ścisnęłam jego rękę, by przykuć jego uwagę. 
- Harry? 
Nie odpowiedział. Przeniosłam swój wzrok w kierunku, którym intensywnie patrzył. Przymrużyłam oczy, by zobaczyć kto siedzi we wnętrzu samochodu zaparkowanego dokładnie na przeciwko wozu Harry'ego. Usłyszałam bicie własnego serca, kiedy w końcu rozpoznałam dwóch facetów siedzących na przednich siedzeniach. Koledzy Jake'a. Czyżby czekali, aż Harry wróci po samochód? 

Zostałam zwinnie wciągnięta w szczelinę między dwoma wysokimi budynkami. Harry opierał się plecami o zimne cegły, podparłam się rękami o jego tors, żeby nie upaść. Wszystko co słyszeliśmy, to nasze ciężkie oddechy. Zamknęłam oczy, ciesząc się, że udało nam się schować, przed ludźmi, którzy niekwestionowanie chcieli nam zrobić krzywdę. Byłam zdumiona kiedy długie palce Harry'ego zaczęły zbierać z mojej twarzy włosy, które na nią opadły. Spojrzałam na niego. Jego ciemne loki opadały na czoło, zielone oczy błyszczały, kiedy na mnie patrzył. Harry był jednym z najprzystojniejszych facetów, jakich kiedykolwiek widziałam. Był także jednym z najbardziej przerażających. 
- Możemy wrócić na pieszo do mojego mieszkania. To nie jest daleko. - wyszeptał. 
W odpowiedzi nerwowo przełknęłam ślinę. Odepchnął się od ściany, łapiąc mnie za talię zanim się potknęłam. Wyciągnął do mnie lewą rękę, ale potrząsnęłam głową w sprzeciwie. Przesunęłam ją na bok, zanim chwyciłam jego prawą dłoń. Harry z uwagą patrzył na moje ruchy. Kostki jego lewej ręki były zakrwawione.  Ciężko było stwierdzić, czy czerwony płyn należy do Harry'ego, czy do Jake'a. Właściwie to mnie to nie obchodziło. Odetchnęłam nerwowo, kiedy zmniejszył dystans między nami. Moje plecy przylgnęły do równoległej ściany. Harry sięgnął ręką mojej brody i przekręcił ja delikatnie w bok. Jego usta spoczęły w miejscu, gdzie koniec szczęki styka się z szyją. Zaczął lekko ssać rozgrzaną skórę. Zostawiał mokre pocałunki, gdy jego dłoń przeniosła się na moje biodra. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, ze moje oczy są zamknięte, dopóki ich nie otwarłam. Ciepły dotyk opuścił moją twarz. Jego spojrzenie zatrzymało się na moich ustach. Potarł nosem mój policzek, zanim zaczął powolnie całować skórę. Jego usta poruszały się płynnie, kiedy zostawiał kolejny pocałunek w kąciku moich. Kiedy zorientował się, że nie mam zamiaru go odepchnąć, przywarł nimi do moich warg. Ten pocałunek, był trochę bardziej niecierpliwy, niż ten z przed chwili. Moje palce wplotły się w jego kręcone włosy. Ręka Harry'ego zaczęła wędrować po wewnętrznej stronie moich ud. 
- Nie. - odetchnęłam z trudem. 
Odsunął się uśmiechając, zanim przejechał ręką po moich miejscach intymnych. Jego śmiały gest spowodował, żeznowu cofnęłam się w stronę ściany. Chwytałam płytkie oddechy, nie spuszczając z niego wzroku. Harry ostatni raz pocałował mnie w usta i odciągnął od budynku. 
- Chodźmy do mnie. - mrugnął w moim kierunku. 
***
Musieliśmy być ostrożni, żeby żaden z kolegów Jake'a nas nie zauważył. Harry miał odebrać samochód rano, chcąc uniknąć nieprzyjemnego spotkania z groźnymi mężczyznami. 
Nie uszliśmy daleko, gdy wyciągnął pęk kluczy z tylnej kieszeni spodni. Oplótł mnie silnym ramieniem, kiedy prowadził mnie w górę schodów, do drzwi wejściowych. Moja klatka piersiowa zaczęła unosić się i opadać coraz szybciej, czułam pewne obawy na myśl, że zostanę z Harrym sam na sam. W jego mieszkaniu. Obrzuciłam spojrzeniem domy po drugiej stronie ulicy. Gdybym zrobiła to sekundy później z pewnością przegapiłabym widok zaciąganych zasłon w jednym z nich. Ciekawscy sąsiedzi chcieli zobaczyć, kogo zaciągnął tu tym razem. To dało mi do myślenia, ciekawe ile z nich wcześniej przyprowadził do swojego mieszkania. 
Drzwi frontowe zostały szybko otwarte i pchnięte do wnętrza pomieszczenia. Wszedł do środka i zapalił światło w korytarzu. Nie mogłam ruszyć się z miejsca, wciąż stojąc na najwyższym stopniu schodów. Zmarszczył brwi, kiedy obrócił się w moją stronę. Ściągnął marynarkę i buty. 
- Możesz wejść, wiesz? - uśmiechnął się. 

Rozdział 8.

Harry zarzucił silną rękę na moje ramie, przyciągając mnie bliżej swojego rozgrzanego ciała. Na zewnątrz było już całkiem ciemno, jedynie latarnie uliczne rzucały lekką poświatę. Oddalaliśmy się od samochodu wolnym krokiem. To było dziwne, tak samo jak Harry mnie przerażał, czułam się z nim bezpieczna. Może dlatego, że wiedziałam, że nikt nie odważy wdać się z nim w żadną bójkę.
- Robisz tak z wszystkimi dziewczynami?
Harry spojrzał w dół, by zobaczyć moją twarz.
- Co masz na myśli? - zapytał.
Spuściłam wzrok, kiedy kontynuowaliśmy spacer.
- Straszysz je, żeby z tobą były. - powiedziałam cicho.
Zaśmiał się cicho i lekko zacieśnił palce na moim ramieniu.
- Więc się mnie boisz. - potwierdził. Zrobił pauzę, zanim znowu zaczął mówić. - Ty jesteś jedyna. Inne były... bardziej, niż chętne. - uśmiechnął się pod nosem.
Poczułam silny powiew wiatru, który przerzucił moje włosy za ramiona. Zadrżałam, kiedy zimne powietrze oplotło mój dekolt i szyję. Harry przyciągnął mnie bliżej, kiedy zauważył, jak ciaśniej naciągam kurtkę.
- Twoja mama powiedziała, że nie wraca dzisiaj na noc. Możesz zostać u mnie.
- Co? Nie! - zatrzymałam się w pół kroku.
Opuścił rękę z mojego ramienia, by delikatnie złapać mnie za przedramię.
- Chcę żebyś u mnie została. - powiedział ochrypłym głosem.
- Dam sobie radę sama.
Widziałam jak zaciska szczękę na mój sprzeciw, ale postanowił odpuścić.


***

Miałam wrażenie, że Harry znał ochroniarza, który stał przed klubem. Podali sobie ręce, zanim dobrze zbudowany mężczyzna odsunął się na bok, by umożliwić nam przejście, ku niezadowoleniu ludzi, stojących w kolejce. 
Ścisnęłam mocniej palce Harry'ego, kiedy przeciskaliśmy się przez spocony tłum ludzi. Prowadził mnie, gdzieś na koniec sali. Siedziała już tam jakaś grupka ludzi. Ich szklanki były prawie puste, pochylali się nad stolikiem, próbując rozmawiać ponad dudniącą muzyką. Przywitali go przyjaźnie, zanim pociągnął mnie przed siebie. Jego dłonie spoczęły na mojej talii, kiedy przedstawiał mnie wszystkim obecnym. Uśmiechnęłam się grzecznie i skinęłam głową w kierunku każdej nowo poznanej osoby, by po chwili usiąść koło pięknej dziewczyny, raczącej mnie szczerym uśmiechem. 
- Więc, Bo... Co myślisz o Harrym? - zapytała Hayley, przeczesując swoje czarne włosy za ucho. 
Spojrzałam na niego. Stał niedaleko rozmawiając z jakimś gościem. 
- Um, ma mały problem z kontrolowaniem gniewu. - przyznałam. 
Hayley uśmiechnęła się, kiedy powiedziałam co było oczywiste. Przysunęła się bliżej i złapała mnie za przedramię, pochylając się w moją stronę.
- Lubi cię. 
Pewnie pokiwała głową, gdy już się odsunęła. Uśmiechnęłam się do niej i poczułam rękę na moim ramieniu. Podniosłam głowę i zobaczyłam Harry'ego. Zdjął swoją marynarkę i przewiesił ją na oparciu sofy, ukazując swoją białą koszulkę. 
- Pójdę po drinki.
- Dzięki. 
Patrzyłam jak się oddala, gdy widok przesłoniła mi męska sylwetka. 
- Jestem Jake. - powiedział siadając obok mnie. 
- Bo. 
Kilka minut później Hayley złapała mnie za rękę i uśmiechnęła się.
- Idziemy tańczyć. - poinformowała. 
Widziałam jak wstają z kanapy i ruszają w stronę parkietu, za moment już całkiem straciłam ich z pola widzenia. Zostałam tylko ja i Jake. Wzrokiem szukałam Harry'ego, ale wciąż musiał stać przy barze. 
- Więc teraz jesteś dziewczyną Harry'ego, tak? 
Przeniosłam oczy na Jake'a, uśmiechał się z wyższością. Dyskretnie starał się przysunąć coraz bliżej mnie, jednak ja bez trudu to zauważyłam. Otarł swoim kolanem o moje. 
- Nie. - pokręciłam przecząco głową. 
Nie chciałam należeć do kogokolwiek. Cały czas starałam sie znaleźć wzrokiem Harry'ego, ale tłum przed nami był zbyt gęsty. Oddech uwiązł mi w gardle, kiedy poczułam na swoim udzie rękę. Spojrzałam w dół, dłoń Jake'a ścisnęła lekko  moją nogę i zaczęła przesuwać się wyżej. 
- To ułatwia sprawę. - uśmiechnął się. 
Oderwałam jego palce od mojej skóry i zaczęłam się wycofywać, kiedy złapał mój nadgarstek. Zostałam gwałtownie podniesiona z kanapy. Zaczął ciągnąć mnie w kierunku ledwie oświetlonego korytarza. 
***
- Puszczaj!- starałam się wyrwać z jego ciasnego uścisku. 
- Harry miał rację, jesteś zadziorna.
Krzyknęłam kiedy szarpnął mnie, bym wyszła z nim przez tylne drzwi. Złapał mnie mocno, kiedy zachwiałam się na nogach.   
- Nie wyrywaj się. - zaśmiał się nieprzyjaźnie. 
Z całej siły wbijałam swoje obcasy w ziemię, kiedy ciągnął mnie wzdłuż ściany budynku. Odwrócił się do mnie twarzą, na ile to było możliwe, schowałam głowę w ramionach. - Nie utrudniaj mi tego. - wysyczał. 
Zaczęłam panikować, kiedy ciągnął mnie jeszcze dalej. Muzyka zaczynała niknąć, gdzieś w oddali. Złapał mnie za ramię, brutalnie przygwożdżając do ściany. Zaczęłam się trząść i mocno zamknęłam oczy, żeby uniknąć jego spojrzenia. Kiedy otwarłam je znowu, Jake gapił się w mój dekolt. Jego palce powoli zaczęły znaczyć na nim ścieżkę. Byłam przerażona do szpiku kości. Mój umysł wariował. Zrobiłam jedyną rzecz, na jaką mogłam sobie wtedy fizycznie pozwolić. Wypełniłam moje płuca powietrzem, by móc krzyknąć znowu, ale spocona dłoń, szybko zakryła moje usta. 
- Zamknij się. 
Nie miałam za dużego wyboru, ale bez wątpienia wybrałabym Harry'ego, niż Jake'a. Mimo tego, że Harry przerażał mnie jak cholera, miałam nadzieję, że pomógłby mi, gdybym znalazła się w tarapatach. Jęknęłam z bólu, kiedy zacisnął palce na moich biodrach, przytrzymując mnie w miejscu. 
- Co ty, kurwa robisz? - usłyszałam warknięcie za plecami Jake'a. 
Chłopak natychmiast zdjął ze mnie ręce. Oddech, który nieświadomie wstrzymywałam, wydostał się z moich płuc. 
- Chciałem się trochę zabawić, stary. - zaśmiał się. 
- Nie z nią. - podszedł bliżej - Ona jest moja. 
Po raz pierwszy odkąd poznałam Harry'ego, cieszyłam się z jego obecności. Był zły. Dało się poznać po zaciśniętych pięściach i naprężonej szczęce. Jego zielone oczy, wydawały się ciemniejsze, kiedy na mnie spojrzał. 
- Bo. 
Harry wyciągnął w moim kierunku rękę. Moje oczy powędrowały z rozpostartej dłoni na jego twarz. Szybko zaakceptowałam ten gest, moje mięśnie napięły się w uczuciu dyskomfortu, kiedy mijałam Jake'a, gdy Harry przyciągał mnie w swoją stronę. Zostałam pociągnięta za jego wysoką sylwetkę, stał i osłaniał mnie swoim ciałem, gdy zmierzyłam jego postać od góry do dołu.
- Daj spokój, Haz. - powiedział żartobliwym tonem Jake - Po prostu się dobrze bawiliśmy, prawda Bo? 
Jake spojrzał na mnie, oczekując potwierdzenia. Nie doczekał się. Zamiast tego chwyciłam koszulkę Harry'ego i całkowicie przesunęłam się za jego plecy. Moje palce desperacko miętosiły materiał
- HARRY! - krzyknęłam.
Wypełniłam moje płuca powietrzem, by móc krzyknąć znowu, ale spocona dłoń, szybko zakryła moje usta.
- Zamknij się. 
Nie miałam za dużego wyboru, ale bez wątpienia wybrałabym Harry'ego, niż Jake'a. Mimo tego, że Harry przerażał mnie jak cholera, miałam nadzieję, że pomógłby mi, gdybym znalazła się w tarapatach. Jęknęłam z bólu, kiedy zacisnął palce na moich biodrach, przytrzymując mnie w miejscu. 
- Co ty, kurwa robisz? - usłyszałam warknięcie za plecami Jake'a. 
Chłopak natychmiast zdjął ze mnie ręce. Oddech, który nieświadomie wstrzymywałam, wydostał się z moich płuc. 
- Chciałem się trochę zabawić, stary. - zaśmiał się. 
- Nie z nią. - podszedł bliżej - Ona jest moja. 
Po raz pierwszy odkąd poznałam Harry'ego, cieszyłam się z jego obecności. Był zły. Dało się poznać po zaciśniętych pięściach i naprężonej szczęce. Jego zielone oczy, wydawały się ciemniejsze, kiedy na mnie spojrzał. 
- Bo. 
Harry wyciągnął w moim kierunku rękę. Moje oczy powędrowały z rozpostartej dłoni na jego twarz. Szybko zaakceptowałam ten gest, moje mięśnie napięły się w uczuciu dyskomfortu, kiedy mijałam Jake'a, gdy Harry przyciągał mnie w swoją stronę. Zostałam pociągnięta za jego wysoką sylwetkę, stał i osłaniał mnie swoim ciałem, gdy zmierzyłam jego postać od góry do dołu.
- Daj spokój, Haz. - powiedział żartobliwym tonem Jake - Po prostu się dobrze bawiliśmy, prawda Bo? 
Jake spojrzał na mnie, oczekując potwierdzenia. Nie doczekał się. Zamiast tego chwyciłam koszulkę Harry'ego i całkowicie przesunęłam się za jego plecy. Moje palce desperacko miętosiły materiał, byłam zbyt przerażona, by go puścić. 
- Weź, mała... Nie bądź taka. Myślałem, że ci się podoba. 
Usłyszałam jak idzie w naszym kierunku. Harry pewnie zagrodził mu drogę. 
- Bo, wejdź do środka. - powiedział Harry nie odwracając głowy. 
Moje palce ciągle były mocno zaciśnięte na materiale białej koszulki. Odwrócił głowę, a jego przenikliwy wzrok odnalazł moje oczy.
- Idź. 
Posłuchałam go. Moje nogi drżały, gdy szłam wzdłuż pasażu, do tylnych drzwi klubu. Złapałam się framugi i lekko wychyliłam, gdy byłam już w środku. Ich głosy były ledwie słyszalne, ale szybko zdałam sobie sprawę co się dzieje, kiedy pięść Harry'ego zderzyła się z twarzą Jake'a. Zachwiał się do tyłu, a ciało bezwiednie oparło się o ścianę, tuż za nim. Harry nie wahał się kopnąć go kolanem w brzuch. Usłyszałam jak Jake zajęczał z bólu, gdy z jego nosa poleciała krew. Z trudem złapałam powietrze, kiedy Harry usiadł na mocno już rannym chłopaku. Silnie zaciśnięta, prawa pięść Harry'ego bez przerwy lądowała z wielkim impetem na ciele Jake'a. 
Nie mogłam przyglądać się temu dłużej. Gdyby Harry kontynuował, mógłby go zabić. A na pewno nie zamierzał przestać. Szybko ruszyłam w ich stronę. Moje serce waliło jak oszalałe, kiedy desperacko próbowałam odciągnąć Harry'ego za ramie. Nawet nie drgnął. 
- Harry! Harry, przestań! 
Jego dłoń powędrowała w dół, by zadać kolejny cios, moje ręce kurczowo oplotły jego napięte mięśnie. 
- Zabijesz go!
Byłam zmuszona odpuścić, kiedy wyrwał swoje ramie z mojego uścisku. Jego zaciśnięta dłoń, ciągle zadawała mocne uderzenia. Nie wiedziałam co mam robić, kiedy bezradnie patrzyłam, jak Harry konsekwentnie wybija resztki życia z półprzytomnego chłopaka. Właśnie doświadczałam na własnej skórze, dlaczego ludzie tak się go bali. Twarz Jake'a cała pokryta była krwią. Na jego skórze formowały się coraz to nowsze siniaki i rozcięcia. Zaczęłam panikować. Będę powołana na świadka w sprawie morderstwa, jeśli szybko czegoś nie zrobię. 
- Pójdę z tobą! - krzyknęłam. 
Głowa Harry'ego gwałtownie odwróciła się w moją stronę, co spowodowało, że ciemne loki opadły mu na twarz. Odgarnął je, kiedy ciągle mi się przyglądał. Odwróciłam jego uwagę. 
- Proszę cię, pójdę do ciebie, jeśli przestaniesz. - powiedziałam nieco ciszej, drżącym ze strachu głosem. 
Podjęcie decyzji nie zajęło mu dużo czasu. Podniósł się z ciała Jake'a i złapał mnie za rękę. Poprowadził mnie wzdłuż pasażu, do tylnych drzwi klubu. Szybko odwróciłam głowę, by zobaczyć co z Jake'iem. Nadal leżał na ziemi, zwijając się  i jęcząc z bólu. Jego poturbowane ciało, turlało się po ziemi, kiedy przyciągnął kolana do klatki piersiowej. Był okropnym człowiekiem, ale mimo wszystko nie chciałam widzieć go martwego. 
Weszliśmy do ciemnego korytarza, gdzie znajdowały się toalety. Nie ważne, jak bardzo Harry mnie przerażał, uratował mnie, mimo tego, że skończyło się to prawie pobiciem kogoś na śmierć. Zatrzymałam się nagle, a Harry odwrócił się w moją stronę. 
- Bo, cho...
Nie mógł dokończyć zdania, gdy popchnęłam go lekko do ściany. Harry był w szoku przez kilka sekund, aż położyłam dłonie na jego szerokich ramionach. Pochyliłam się z wahaniem. Gorący oddech oplótł moją twarz, kiedy przywarłam do niego swoimi ustami. Nawet rzęsy zadrżały pod wpływem tego uczucia. Odsuwając się trochę od jego ciała, nadal nie mogłam odczytać jego reakcji. Powoli znowu pochyliłam się ku niemu, czekając. Poczułam duże dłonie na moich biodrach, a jego twarz zbliżyła się do mojej. Swoim  nosem dotykał mojego, delikatnie, jakby chciał upewnić się, ze się nie wycofam. Nie zrobiłam tego. Pełne usta Harry'ego przywarły do moich. Były takie ciepłe. Jego ruchy były delikatne w porównaniu z tym, jak całował mnie wcześniej. 
- Bo... - zamruczał. 
- Mmm?
Zamknęłam oczy, odchylając się nieco i zaciągając głęboko jego zapachem.
- Musimy iść. 

Rozdział 7.

- Wsiadaj do samochodu. - rzucił ze złością.
Moje usta niepewnie zadrżały, kiedy na niego spojrzałam. Uwolniłam palce Harry'ego i zaczęłam się cofać. Nie czekałam dłużej i szybkim sprintem puściłam się wzdłuż parkingu. Moje ciało gładko lawirowało między stojącymi samochodami. Obejrzałam się, by zobaczyć Harry'ego, był tuż za mną. Jego długie nogi z łatwością nabrały rozpędu. Wiedziałam, że będę musiała się bardzo postarać, jeśli chcę mu uciec.
Jęknęłam kiedy na nadgarstku poczułam, oplatającą silną dłoń. Szarpnął mnie lekko, przyciągając do swojego ciała. Nawet nie wiedziałam w którym momencie moja dłoń powędrowała z impetem na jego policzek. To już drugi raz, kiedy postanowiłam uderzyć Harry'ego, a jego mina, świadczyła o tym, że wcale nie był zadowolony. Zmierzył mnie wzrokiem.
Głośno wypuściłam powietrze, kiedy złapał mnie za biodra i przerzucił sobie przez ramię. Moje dłonie, zaciśnięte w pięści raz za razem obrzucały jego plecy uderzeniami. Próbowałam wymusić na nim, żeby mnie puścił. Tak się nie stało. Zignorował mnie, nie przestawał pewnym krokiem maszerować pośród zaparkowanych samochodów.
- Harry! - zacisnęłam pięści na tyle jego koszulki - Puść mnie!
Kilka sekund później stałam przed nim, gdy łaskawie opuścił mnie na ziemię. Zbliżył się na krok, a ja instynktownie się cofnęłam. Załkałam w duchu, kiedy moje plecy dotknęły rozgrzanej maski, jego auta.
- Uderzyłeś go! - zaczęłam ostro.
- No... - odparł, jak gdyby nigdy nic.
Jego głos, był przepełniony drwiną. Chciał się zemścić.
- Cóż... Może powiesz mi, dlaczego?!
- Stanął mi na drodze. - usłyszałam jego szorstki głos.
Nic już nie powiedziałam, no bo co niby miałam odpowiedzieć.
- Wsiadaj do samochodu.
Sięgnął ręką do mojego nadgarstka, ale momentalnie się wyrwałam. Spodziewałam się, ze ponowi ruch, ale on tylko podszedł od strony pasażera i otworzył drzwi czekając, aż zajmę miejsce w samochodzie. Niepewnie odepchnęłam się od maski i ruszyłam w stronę drzwi, starając się zachować maksymalny dystans między nami.
Podróż do domu przebiegała w milczeniu. Jak zwykle zerkałam na Hary'ego. Jego dłonie ciasno oplatały kierownicę, jego szczęka była zaciśnięta, gdy wzrok kierował za przednią szybę. Niedługo po tym, zaparkował pod moim domem.
- Przyjadę po ciebie jutro o 21.
Nawet na mnie nie spojrzał. Za co, on do cholery był na mnie zły? To nie ja uderzyłam kogoś prosto w twarz. Przeniosłam wzrok na jego prawą rękę. Malutkie rany przypomniały o jego wybuchowym charakterze i o tym, że prawdopodobnie nie powinnam go złościć. Odpięłam pas i czekałam, aż Harry otworzy mi drzwi. Kiedy to zrobił, wyskoczyłam szybko i bez zwłoki skierowałam się w stronę mojego domu.
- Bo.
Zrobiłam półobrót. Harry stał tuż za mną, sięgnął po moją dłoń. Zaskoczyło mnie to, jak pochylił się i delikatnie pocałował mnie w policzek. Jego loki gilgotały moją skórę, kiedy się odsuwał.
- Do zobaczeniu jutro.
Lekko kiwnęłam głową, zanim wypuścił moją rękę ze swojej. Odwrócił się i przebiegł na drugą stronę ulicy, gdzie stało jego auto.


***

- Znowu z nim wychodzisz?! Po tym wszystkim co stało się za pierwszym razem?!- Lucy nie starała się ukryć zdumienia. 
Przełączyłam telefon na zestaw głośnomówiący, zanim odrzuciłam go obok siebie na łóżku. 
- Nie chodzi o to, że ja tego chcę... ale... powinnaś zobaczyć, co zrobił z twarzą Steve'a. 
- Kolejny powód, żeby NIE iść. - zagrzmiała Lucy. 
Skoczyłam lekko na łóżku, gdy rozległo się pukanie w moje drzwi. 
- Sorry Luc, muszę kończyć. 
Pożegnała się, zanim nacisnęłam czerwoną słuchawkę. 
- Otwarte. - krzyknęłam do mojej mamy. 
Stałam odwrócona tyłem do drzwi, całą uwagę skupiając na wnętrzu szafy. Przejechałam palcami pomiędzy wieszakami, by wyciągnąć koszulkę. 
- Mamo, co są...
Odwróciłam się chyba tylko po to, by wypuścić to co trzymałam w rękach. Harry stał, uśmiechając się pod nosem i mierząc mnie przenikającym, zielonym spojrzeniem. Zorientowałam się, że jestem w obcisłym topie i krótkich szortach. Jeszcze raz przejechał wzrokiem od czubka mojej głowy, po sam dół moich stóp, aż w końcu się odezwał. 
- Miałem nadzieję, że wybierzesz coś bardziej seksownego. - powiedział mrugając lewym okiem i wskazując na kupkę ubrań, którą właśnie upuściłam. 
Nadal nie mogłam wydusić z siebie słowa. Patrzyłam jak przechadza się obok mojego łóżka. Usiadł na nim, pochylając się do tyłu, lekko asekurując się łokciami. Ja ciągle stałam jak wmurowana. Harry rozejrzał się po moim pokoju, by po chwili wrócić wzrokiem na mnie. 
- Ja... Jak tu wszedłeś? - potrząsnęłam głową, by otrzeźwieć.
- Twoja mama mnie wpuściła. 
No to szykowała się kolejna poważna pogadanka. 
- Powinnaś założyć sukienkę. - kontynuował.
- Nie.  
To było ostatnią rzeczą, którą zamierzałam założyć. Zwłaszcza przy Harrym i jego... lepkich rękach. Zaśmiał się głęboko na moją bezceremonialną odpowiedź. Schyliłam się by podnieść z podłogi czarne rurki i bluzkę. Wzdrygnęłam się, kiedy podniosłam rzeczy, a on stał tuż przy mnie. Uśmiechnął się, jego klatka praktycznie dotykała mojej, wyciągnął rękę i umieścił ją na tyle mojej głowy. 
Ściągnął z wieszaka marynarkę, którą dał mi tamtego wieczoru. Gładkim ruchem narzucił ją na siebie, podwijając rękawy. Jego zapach uderzył w moje nozdrza, ale szybko się otrząsnęłam. 
- Idę się przebrać. - poinformowałam oschle. 
- Możesz się przebrać tutaj, nie mam nic przeciwko. - uśmiechnął się zawadiacko. 
Mruknęłam z dezaprobatą i odepchnęłam go od siebie, by ruszyć w stronę łazienki. Upewniłam się trzy razy, że drzwi są zamknięte, zanim zaczęłam ściągać ubrania. 
***
Otworzyłam drzwi od łazienki i zobaczyłam chłopaka stojącego przy półce z szufladami. 
- Harry! 
Odwrócił się z uśmiechem na twarzy, pokazując dołeczki. Otwarłam szeroko usta, kiedy zobaczyłam, co trzyma w rękach. 
- Podobają mi się. - puścił mi oko. 
Szybko ruszyłam w jego stronę i wyrwałam mu z dłoni moją bieliznę. Wepchnęłam ją z powrotem do szuflady i zamknęłam z łoskotem.
- Co z tobą nie tak ?! - zapytałam retorycznie. 
Stał tam i śmiał się, gdy moje policzki nabrały różowej barwy. Odwróciłam się na pięcie i klapnęłam na ziemi, by założyć buty. Po chwili chwyciłam kurtkę i torebkę. 
- Wyglądasz ostro. - wyszeptał mi do ucha. 
Zadrżałam, kiedy jego duże dłonie oplotły moją talię. Stał za mną. Zamknęłam oczy, kiedy jego palce odgarnęły moje włosy na bok. Usta powędrowały do miejsca pod uchem. Lekko zassał skórę, by po chwili skubnąć zębami płatek ucha.  
- H-Harry. - jęknęłam cicho.
Odsunął się ode mnie, by złapać moją rękę. Pociągnął mnie lekko do wyjścia. 

Rozdział 6.

Chciałam uniknąć wszelkich pytań mojej mamy, dotyczących mojego wyglądu, więc kiedy usłyszałam jej wołanie, szybko wspięłam się po schodach i udałam się mojego do pokoju, gdzie mogłam się ukryć. Kiedy następnego ranka zapytała, jak poszła randka, nie byłam zbyt wylewna w informacjach. Nie bardzo miałam ochotę wnikać w szczegóły poprzedniego wieczora, jak to wyskoczyłam przez okno w toalecie, byłam ścigana przez mojego "randkowicza" i wpadłam prosto do wody w porcie. Nie wydaje mi się, że mogłaby to zrozumieć, zwłaszcza z jej wyidealizowanym obrazem Harry'ego.



***- Przepraszam?
- Witam, jak mogę pani pomóc?  - uśmiechnęłam się do kobiety, stojącej na przeciwko mnie. 
- Tak... Szukam nowego albumu McFly. Moja córka ich ubóstwia i chciałam jej zrobić prezent na urodziny. 
- Oczywiście. Proszę za mną. 
Poprowadziłam ją do bocznej nawy z płytami, zatrzymując się przy półce z literą "M". Moje palce szybko przeczesywały opakowania, by w końcu wyciągnąć to właściwe. 
- Proszę bardzo. - uśmiechnęłam się pogodnie - To bardzo dobry album, na pewno spodoba się pani córce. 
- Dziękuję za pomoc. 
Odwzajemniła uśmiech i ruszyła w stronę kasy. Nie myślałam o niczym specjalnym, kiedy odkładałam na miejsce płyty, które leżały w nieodpowiednich działach. Odgarnęłam włosy z twarzy i założyłam je za ucho. Uniosłam wzrok, kiedy usłyszałam, jak ktoś wchodzi do sklepu. Moje oczy rozpostarły się szerzej, kiedy rozpoznałam ciemne loki. 
Pierwszą reakcją, była chęć ukrycia się. Opadłam na czworaka, starając się przeczołgać niezauważenie do drzwi prowadzących na zaplecze. Jakim cudem dowiedział się, gdzie pracuje? Wyglądając zza rogu z ulgą stwierdziłam, że moja oaza, jest już blisko, więc postanowiłam kontynuować podróż do celu. 
-Bo? 
Zaklęłam w duchu, kiedy usłyszałam, jak Steve woła moje imię. Nie! Nie! NIE! Zwiększyłam prędkość, kiedy moja ucieczka zmierzała ku końcowi. Jęknęłam, kiedy zobaczyłam przed sobą parę białych convers'ów. Z wahaniem podniosłam wzrok, mierząc jego długie nogi, zanim spotkałam te błyszczące, zielone  oczy. Uśmiechnął się z góry, pokazując głębokie dołeczki. 
- Cześć, piękna. 
Harry złapał mnie za przedramiona i delikatnie podniósł z podłogi. Oswobodziłam się z jego dotyku, kiedy odgarniał włosy z mojej twarzy.
- Co robiłaś na podłodze? - z trudem hamował śmiech.
- Ja... Coś mi upadło. 
Zaśmiał się, było oczywiste, że nie uwierzył w moje kłamstwo. Cieszyłam się, ze byliśmy w miejscu publicznym. Dzięki temu Harry musiał nieco hamować swoje zapędy. Właściwie, to i tak publika mu nie przeszkadzała, wróciłam myślami do tego, co stało się w restauracji. 
- Dlaczego mi nie odpisałaś?
To mogło być jakże niewinne pytanie, jeśli zabrzmiałoby z ust kogoś innego. Ale oczywiście ten aspekt nie dotyczył Harry'ego.
- Zapytałeś co mam na sobie. - rzuciłam zniesmaczona. 
- I nie dostałem odpowiedzi, więc zakładam, że byłaś nago. - stłumił śmiech.
Wzdychnęłam, czy to było jedyne o czym myślał? Odwróciłam się, by odejść od niego, kiedy złapał mnie za nadgarstek. Gwałtownie przyciągnął mnie do swojego ciała, jego usta zaczęły zostawiać namiętne pocałunki na moich. Ze wszystkich sił starałam się go odepchnąć. Nawet nie drgnął, ale chciałam, żeby wiedział, że nie mam zamiaru przystać na jego zaloty. 
- Bo?
Przerwał nam Steve, co wyraźnie zirytowało Harry'ego. 
- Wszystko w porządku? - zapytał.
- Jest ok. 
Steve nie był wiele niższy od Harry'ego, ale jego blond nastroszone włosy, znacznie różniły się od loków bruneta. Zaczął iść w naszym kierunku. Widziałam po jego twarzy, że nie do końca przekonałam go swoją odpowiedzią. 
- Poppy potrzebuje pomocy na kasie. 
- Ok. Już idę. 
Harry wciąż ciasno trzymał mój nadgarstek w swojej dużej dłoni. Rzuciłam mu pospieszne spojrzenie, jego ciemne od złości oczy przeniosły się na mnie. 
- Wychodzisz ze mną jutro wieczorem. - powiedział niskim, ochrypłym głosem.
- Harry - rzuciłam ponaglającym tonem.
Uśmiechnął się do mnie pod nosem i znów wlepił brutalny wzrok w Steve'a. Nie byłam pewna, ale wydawało mi się, że chce go sprowokować. Próbowałam oderwać jego palce od mojej skóry, ale nie mogłam. 
- Lepiej będzie jak już pójdziesz. - Steve zwrócił się bezpośrednio do niego.
Harry nawet nie ruszył się z miejsca. Skrzywiłam się, gdy mocniej ścisnął mój nadgarstek. Czułam gorące powietrze, wydobywające się z jego ust na moim czole. Steve złapał mnie za rękę i delikatnie odsunął od Harry'ego. Ten był wściekły, oczywiście nie podobało mu się to, jak Steve zainterweniował odciągając mnie od niego. Poczułam ulgę, kiedy palce Harry'ego niechętnie się rozluźniły, pozwalając mi uwolnić się z jego uścisku. 
- Do zobaczenia później, Bo. 
Puścił mi oko odwracając się do wyjścia. Mięśnie na jego plecach zarysowały się widocznie, kiedy popchnął  ciężkie sklepowe drzwi. 
- Wszystko w porządku?
Odwróciłam wzrok od znikającego za oknem Harry'ego i spojrzałam na Steve'a.
- Tak... Dzięki za...to. - uśmiechnęłam się zakłopotana. 
***
-Dziękuję. 
Wręczyłam mężczyźnie jego torbę z zakupami, zanim odwrócił się i udał do wyjścia. 
- Idę na lunch. 
Kiwnęłam głową. Steve przeszedł przez sklep i wyszedł tylnym wyjściem przez magazyn. Rozmawiałam z Poppy, a w międzyczasie obsługiwałyśmy klientów. Straciłam ją z pola widzenia, gdy usiadła na podłodze i zaczęła reorganizować sekcję albumów z literą "S".  
Odwróciłam głowę, gdy usłyszałam za sobą łoskot. 
- Steve? Myślałam, ze idziesz na przerwę. 
Otworzyłam szerzej oczy, kiedy podniósł głowę. Jego prawy policzek pokryty był krwią, która powoli sączyła się z nosa. 
- Co ci się stało?! - krzyknęłam lekko panikując. 
Szybko minęłam ladę i skierowałam się w jego stronę, on jednak wyciągnął ręce, żebym nie mogła podejść zbyt blisko niego. - Nie martw się. - uśmiechnął się słabo - Po prostu się przewróciłem. To nic takiego. 
- Chcesz, żebym ci coś podała, przyniosła, nie wiem? 
- Nie, wszystko jest w porządku.
***
Niedługo po tym, machałam do Poppy, gdy wychodziłyśmy ze sklepu. Steve powiedział nam, że możemy wyjść wcześniej z uwagi na to, że pod koniec dnia nie było już prawie klientów. Moje vansy odbijały się od asfaltu, kiedy szłam przez parking. Podniosłam wzrok z ziemi i przejechałam nim po równolegle zaparkowanych samochodach. Sama nie miałam auta, więc zmuszona byłam, złapać jakiś autobus, albo ruszyć do domu pieszo.
Oddech uwiązł mi w gardle kiedy zobaczyłam znajomy, czarny pojazd. Zaczęłam się rozglądać skanując moje otoczenie. Odskoczyłam do tyłu, kiedy wróciłam wzrokiem przed siebie. Wysoka sylwetka Harry'ego stała tuż przede mną. Uśmiech wkradł się na jego piękną twarz, kiedy patrzył na mnie z góry.  
- Potrzebujesz podwózki? - zapytał. 
- J..ja.. 
- Chodź. 
Zamknął moją małą dłoń w jego i pociągnął mnie lekko w stronę samochodu. Nie miałam czasu nawet zaprotestować. Wróciła wizja tego, jak mnie dotykał. Znieruchomiałam, wbijając końce pięt w twarde podłoże, starałam się zwolnić ruchy Harry'ego. 
- Co ci się stało w rękę? 
Przejechałam delikatnie kciukiem po jego kostkach. Malutkie zadrapania wyglądały na świeże. Przeniosłam wzrok na jego twarz. Z uwagą obserwował wszystkie moje ruchy. 
- Nic. - odpowiedział.
Kłamał. Starał się cofnąć rękę, ale nadal trzymałam jego długie palce. Podeszłam bliżej. Harry nie spuszczał ze mnie oczu.
- Harry, czy ty...
- To nie jest twoja sprawa, Bo. - przerwał mi szybko. 
Uderzył Steve'a. Wiedziałam. 
- Wsiadaj do samochodu. - dodał ze złością.  

Rozdział 5.

Mocniej zacisnęłam dłonie na umywalce i oparłam się o nią całym ciężarem ciała. Starałam się uspokoić oddech. Przebiegłam palcami po twarzy i spojrzałam w lustro. Nie mogłam uwierzyć, jak daleko ze swoją bezczelnością, mógł posunąć się Harry. Wydawało się nie obchodzić go nic, ani nikt. Nie dbał nawet o to, że ktoś mógłby to zobaczyć. Wsunęłam dłonie do kieszeni,  by wyciągnąć telefon.
- Cholera.
Zostawiłam go w torebce. Przy stoliku. Z Harrym. Opuściłam głowę na klatkę piersiową, zdając sobie sprawę z tego, że nie mam się jak z kimkolwiek skontaktować. Potrząsnęłam głową, a moje włosy opadły mi na twarz.
- Nie mogę tego dłużej ciągnąć. - powiedziałam sama do siebie.
Jeszcze raz zmierzyłam swoją postać w lustrze. Wyglądałam okropnie. Jeszcze nigdy nie byłam bardziej przestraszona. Przykucałam przy ścianie toalety, by za chwilę gwałtownie wstać. Musiałam coś wymyślić. Mogłam, albo wrócić do stolika i zmierzyć się z Harry'm, albo przerwać to wszystko w cholerę. Moje oczy spoczęły na małym okienku. Wybrałam drugą opcję.
Szarpnęłam za klamkę, by otworzyć okno. Już wspinałam się na zlew, by umożliwić sobie drogę do wyjścia, kiedy drzwi otwarły się łoskotem. Odwróciłam się gwałtownie i ku mojej uldze zobaczyłam kelnerkę, która nas wcześniej obsługiwała.
- Ty jesteś Bo? - zapytała.
Potrząsnęłam potakująco głową i czekałam na dalszy ciąg.
- Chłopak, z którym jesteś prosił, żebym cie sprawdziła.
- Boże...
Zbliżyła się i przyciągnęła mnie za rękę.
- G..gdzie on jest ?
- Czeka przed restauracją. - wyszeptała zdenerwowana.
Moje źrenice rozszerzyły się na te słowa. Jej wzrok najpierw powędrował do otwartego okna, potem z powrotem na moją twarz. Doskonale wiedziała, co miałam zamiar zrobić, zanim tu weszła.
- Idź. - powiedziała wskazując głową na otwartą przestrzeń. - Powiem, że cię nie znalazłam.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się słabo.
Podparłam się nogą o zlew i kurczowo złapałam parapetu, podciągając się z całych sił. Obróciłam się jeszcze, by zobaczyć, jak wychodzi.
- Co?! - usłyszałam niski głos po drugiej stronie drzwi.
- Cholera.
Siedziałam z nogami zwisającymi z okna, by pokonać niedużą odległość, która dzieliła mnie od ziemi, kiedy drzwi toalety otwarły się z hukiem. Spotkałam mroczny wzrok Harry'ego. Jego zaciśnięte usta, szybko przemieniły się w uśmieszek pełen ekscytacji i zdałam sobie sprawę, że podoba mu się to. Polowanie czas zacząć.



***
Biegłam ile sił w nogach przez promenadę. Powietrze było ostrzejsze, niż wtedy, kiedy przyjechaliśmy. Moje długie włosy, powiewały gdzieś za mną. Szybko minęłam wejście do restauracji, modląc się, by stworzyć jak największy dystans między nami. Obróciłam głowę, by zobaczyć Harry'ego, który był już tuż za mną.
- Bo!
Nie mogłam się poddać. Musiałam od niego uciec. Moje nogi zapiekły w palącym bólu, kiedy starałam się biec jeszcze szybciej. Powietrze, które w pośpiechu łapałam, nie było w stanie zaspokoić moich potrzeb. Wzięłam głębszy oddech, kiedy skręciłam za róg, nadal biegnąc wzdłuż ścieżki odgradzającej wodę. Zaczęłam panikować, kiedy okazało się, że pomost zmierza ku końcowi. Moja głowa wędrowała od lewa, do prawa, desperacko szukając drogi ucieczki. Zatrzymałam się i odwróciłam, by zobaczyć wolną idącego Harry'ego.  Uśmiechnął się pod nosem, kiedy był wystarczają blisko, bym mogła zobaczyć jego twarz. Wiedział, że nie mam już gdzie uciec. Zrobiłam jeszcze kilka kroków w tył, tylko po to, by plecami przywrzeć do drewnianej balustrady. Oboje głośno wypuszczaliśmy powietrze z rozgrzanych płuc. 

- Wybierasz się gdzieś, skarbie? 
 Nie przestawał iść w moim kierunku. Zaczęłam powoli przesuwać się w lewo, mając nadzieję go wyminąć i zacząć biec w drugą stronę. Harry był już tylko kilka metrów ode mnie, kiedy moje plecy napotkały bramę prowadzącą prosto do wody. Bezwiednie mocno na nią naparłam, starając się zwiększyć przestrzeń między nami. Wydałam z siebie stłumiony krzyk, kiedy brama za mną otwarła się skrzypiąc. Straciłam równowagę i poleciałam w pustą przestrzeń.
- Bo! 
Uderzyłam w zimną taflę wody, a moje ciało zaczęło się zanurzać. Moje nogi i ręce nie przestawały pracować, by wydostać się na powierzchnię. Przez chwilę poczułam ulgę. Może to nie było najlepsze rozwiązanie, ale przynajmniej byłam poza zasięgiem dotyku Harry'ego. Dopóki nie usłyszałam głośnego plusku, tuż obok mnie. Silne ramie oplotło moją talię i zostałam pociągnięta w górę. Oboje zachłysnęliśmy się powietrzem, gdy wyplułam z ust wodę. Dotknęłam jego klatki, tylko po to by móc się odepchnąć. Odgarnął mokre loki ze swojej twarzy i przyglądał mi się. Poruszałam nogami najszybciej jak mogłam, po to by utrzymać się na powierzchni. Uśmiechnął się do mnie ukazując dołeczki w policzkach, zanim zaczął mówić.
- Cóż... Jesteś pierwszą dziewczyną, która tak szybko jest mokra, na randce ze mną. 
Jęknęłam z dezaprobatą w odpowiedzi na ten sugestywny komentarz. Wysoce kwestionowałam to co powiedział, doskonale znając historie o jego związkach z kobietami. 
Nie byłam najlepszą pływaczką, poza tym moje ciało i tak było już zmęczone wcześniejszym biegiem. Jednak mimo wszystko postanowiłam spróbować dopłynąć do brzegu. Moje ręce zaczęły odpychać twardą taflę wody, ale zanim zdążyłam ruszyć z miejsca, Harry złapał mnie za biodra. Obrócił mnie w swoją stronę, jego ciało było na tyle blisko, na ile bym sobie tego nigdy nie życzyła. Dobrze widział, jak walczę sama ze sobą, by utrzymać głowę ponad wodą. 
- Przytrzymaj się mnie. - powiedział cicho. 
Moje ręce nie zmieniły jednak położenia, ciągle pracowałam nimi pod powierzchnią. Zniecierpliwiony odszukał moje dłonie i oplótł je sobie wokół szyi. Prawą rękę przeniósł na tył mojego karku, a lewą umieścił w dole moich pleców. Przycisnął mnie lekko do siebie. Uniósł nas nad wodę, nie spuszczając oczu z mojej twarzy. Nie miałam wyjścia, musiałam mu zaufać z nadzieją, że nie da mi tam utonąć. Oddech uwiązł mi w gardle, kiedy pochylił się w moją stronę. 
- Harry, zimno mi... - wyszeptałam drżącymi ustami. 
Puściłam jego szyję, by złapać się drewnianej przystani. Obserwowałam jak podciąga się na rękach, by wyjść na brzeg. Woda ciurkiem kapała z jego ubrań, gdy pochylił się, by podać mi rękę. Byłam zaskoczona jego siłą. Bez trudu wyciągnął mnie na pomost. Moje nogi były jak z waty, zachwiałam się i wpadłam na jego tors. Nie spodziewał się takiego obrotu spraw, sam stracił równowagę i wylądowaliśmy na drewnianym molo. On na deskach, ja na nim, ku ścisłości. Mruknął z zadowoleniem, kiedy przez ułamki sekund próbowałam skojarzyć co się stało. Oparłam dłonie o jego klatkę i dźwignęłam się do góry, moje nogi znajdowały się po obu stronach jego ud. 
- Hmmm... Lubię jak dziewczyna jest na górze... 
Chrząknęłam  z wyrazem obrzydzenia, kiedy mrugnął w moją stronę. Zanim zdążyłam się zorientować, złapał  moje ręce i obrócił mnie, tak że teraz leżałam pod nim, moje nadgarstki były mocno przytwierdzone do drewnianego podłoża. 
- Ale zazwyczaj wolę, jak są pode mną. 
Krople spadające z jego kręconych włosów, opadały na moją twarz, kiedy tak się nade mną pochylał. Lustrował mnie od góry do dołu, na ile pozwalała mu perspektywa. Mokre ubranie całkowicie przylgnęło do mojego ciała. Harry pochylił głowę i dmuchnął zimnym powietrzem w odkrywający moją skórę dekolt. Uśmiechnął się, kiedy pojawiła się na nim gęsia skórka. Mocno zacisnęłam powieki w reakcji na nieprzyjemne uczucie. Moje mięśnie oblał paraliż, kiedy jego mokre usta przylgnęły do moich. Gwałtownie otworzyłam oczy, mokre włosy Harry'ego dotykały mojego czoła. Nie przestawał mnie całować, próbując uzyskać ode mnie odpowiedź, jakaś reakcję, cokolwiek. Ja jednak nie byłam w stanie zrobić nic. Po prostu leżałam tam skamieniała. 
- Bo... - Harry zaczął cicho.
Złapał moją dolną wargę swoimi zębami i lekko pociągnął. Po chwili dotknął czołem czubka mojej głowy. Łapałam krótkie, nieregularne oddechy. Trwaliśmy w takiej pozycji, jeszcze przez chwilę, zanim Harry odepchnął się od pomostu. Pochylił swoje ciało w moim kierunku i zaśmiał się głęboko. Co do cholery się właśnie wydarzyło?!
- Idziesz? 
Usiadłam szybko i wpatrywałam się w dłoń, którą wystawił w moją stronę. Złapałam ją, a on pociągnął mnie do góry. Stałam obok niego i nie mogłam przestać obserwować jego mokrego ciała. Biała koszulka przywarła do jego torsu, ukazując opalony brzuch i klatkę. Szybko odwróciłam wzrok, kiedy zostałam złapana na gorącym uczynku. Uśmiechnął się pod nosem. Splótł swoje palce z moimi, kiedy wracaliśmy wzdłuż pomostu. Schodek wiodący na główną ścieżkę, był dość wysoki, więc złapał mnie za biodra i podsadził w górę. Sam bez trudu wspiął się po drewnianym podeście. Stałam oparta o barierkę i czekałam na niego. Złapał mnie za rękę i podeszliśmy do miejsca, gdzie leżała jego marynarka. Musiał ją zdjąć zanim wskoczył za mną do wody. Pochylając się podniósł swój telefon, klucze i portfel. Na końcu złapał marynarkę i zarzucił ją na moje ramiona. 
- Dzięki. - powiedziałam cicho. 
***
Mężczyzna stojący przed restauracją zmarszczył brwi , kiedy nas zobaczył. Nasze ubrania wciąż były przemoczone, idąc zostawialiśmy za sobą mokrą ścieżkę. Klienci restauracji starali się patrzeć wszędzie, tylko nie na nas. Nie ma się co dziwić, w końcu wywołaliśmy niemałe zamieszanie. Pewnie normalnie już bym się paliła ze wstydu, ale teraz mnie to nie obchodziło. Harry wyjął kartę, by zapłacić. 
- Zabierz torebkę i idziemy. - surowo wyszeptał mi do ucha. 
Szybko podeszłam do stolika, nasza kelnerka niedaleko czyściła talerze. Złapała ze mną kontakt wzrokowy i pospieszyła w moim kierunku. 
- Tak mi przykro... Nie uwierzył mi, kiedy powiedziałam, że nie ma cię w toalecie... - westchnęła.
- Nie przejmuj się, to nie twoja wina. - uśmiechnęłam się do niej i lekko ścisnęłam jej rękę - Dziękuję.
Podskoczyłam niezauważalnie, kiedy Harry pojawił się tuż obok nas. Naprędce pozbierałam resztę moich rzeczy, zanim pociągnął mnie w stronę wyjścia. 
***
Zajechaliśmy pod mój dom. Panowała kompletna ciemność, nie licząc ulicznych lamp. Głośno nabrałam powietrza, czekając ze zniecierpliwieniem, aż Harry otworzy mi drzwi i będę mogła wysiąść z auta. Cały czas był tuż obok mnie, do momentu w którym dotarliśmy pod drzwi wejściowe. Przetrząsałam torebkę w poszukiwaniu kluczy i upuściłam je zaraz po wyjęciu. Harry przycisnął mnie do drewnianej powłoki i przywarł do mnie ustami. Jedna ręka spoczywała na moim biodrze, a druga chwyciła tył mojego karku. 
Nie miałam już siły by się z nim siłować, ale mimo wszystko starałam się odepchnąć go od siebie. "Pocałunek" nie trwał długo. Harry patrzył na mnie tymi swoimi zielonymi oczyma, kiedy przetarłam usta zewnętrzną stroną dłoni. 
- Och, daj spokój, nie było aż tak źle, prawda? - powiedział żartobliwym tonem. Wzdrygnęłam się, kiedy dotknął opuszkami palców, mojego policzka. 
- Z pewnością musimy to powtórzyć. - puścił do mnie oko. 
Nie byłam pewna, czy miał na myśli pocałunek, czy randkę w każdym bądź razie, obie opcje przyprawiały mnie o dreszcze. Jego włosy zaczynały schnąć, wyglądał prawie uroczo, do momentu w którym otwierał usta. Sposób w jaki mówił, jeżył mi włos na głowie. 
Ściągnęłam marynarkę z moich ramion i wyciągnęłam w jego stronę. 
- Zatrzymaj ją. 
Ostatni raz pochylił głowę i lekko cmoknął mnie w usta, zanim skierował się do swojego samochodu. 
Cóż, muszę przyznać, że tę randkę na pewno zapamiętam. 

Rozdział 4.

- Cześć, piękna. - nie byłam w stanie wykonać żadnego ruchu. Harry złapał mnie za przedramię i pochylił się lekko, żeby mnie pocałować. Szybko odwróciłam głowę i jego pełne usta zamiast dotknąć moich, obrały na cel policzek. Odsunął się, lekko uśmiechając. Badał mnie gorącym spojrzeniem, a ja nerwowo obracałam w palcach strzemiączko torebki.
- Chodź.
Niechętnie przekroczyłam próg mieszkania. Ledwo schowałam klucze do torebki, kiedy Harry oplótł swoje palce wokół moich. Jego dłoń była taka ciepła, nie wiem czemu, ale już nie czułam się taka zagrożona. Jego dotyk dodał mi otuchy. Przeszliśmy przez drogę, na której końcu zaparkowany był ciemny samochód. Drzwi od strony pasażera otwarły się i Harry spojrzał na mnie wyczekująco.
- Wskakuj, skarbie.
Zrobiłam jak powiedział, mój oddech nieco się uspokoił, gdy chłopak zatrzasnął za mną drzwi. Rozejrzałam się po wnętrzu samochodu. Nie spodziewałam się, że będzie tu aż tak czysto. Kątem oka widziałam jak  pewnym krokiem zmierza ku miejscu dla kierowcy. Jego wysoka sylwetka bez trudu wspięła się na fotel, by po chwili zamknąć za sobą drzwi. Znowu poczułam znajome uczucie strachu, gdy zostaliśmy sami.
- Nie stresuj się tak, Bo. - Harry uśmiechnął się pod nosem.
Jego zielone źrenice na chwilę zatrzymały się na mojej twarzy, kiedy sięgał by zapiąć pas. Ja zrobiłam to samo. Po chwili zaczęłam mu się przyglądać, gdy starał się zawrócić auto na wąskiej ulicy. Spojrzał na mnie, uśmiechnął się i puścił do mnie oko. Speszyłam się, ale nie mogłam przestać go obserwować. Dostrzegłam, że rękawy jego marynarki, były lekko naciągnięte na przedramiona. Silne ręce trzymał na kierownicy. Po chwili podniósł jedną z nich i odgarnął swoje włosy z twarzy,  by lepiej widzieć mijające nas auta. Moje oczy nie mogły oderwać się od jego twarzy, do momentu w którym uśmiechnął się nie spuszczając wzroku z drogi przed nami. Wiedział, że się na niego gapię. Szybko opuściłam głowę, a moje policzki zaróżowiły się. Moje paznokcie nigdy wcześniej nie wydawały się bardziej interesujące.
- Ile masz lat? - zapytałam cicho. Zdobyłam się na odwagę i ponownie spojrzałam w jego kierunku. Odwrócił twarz w moją stronę, by za chwilę wrócić wzrokiem za przednią szybę.
- Dwadzieścia.
- Och... - o nic już nie zapytałam. Dalsza podróż przebiegła w milczeniu, żeby się czymś zająć podziwiałam krajobrazy za oknem. Słońce powoli zachodziło, kiedy wjechaliśmy na parking. Wzdrygnęłam się, kiedy Harry położył rękę na moim kolanie. Szybko zareagowałam zanim mógł ją przenieść nieco wyżej. Zaśmiał się lekko i cofnął dłoń.
- Jesteśmy na miejscu.
Odpięłam pas i sięgnęłam do klamki. Otwarłam szerzej oczy, gdy zdałam sobie sprawę, że drzwi są zamknięte. Musiałam poczekać, aż Harry otworzy mi drzwi od zewnętrznej strony. Na samą myśl, że jestem z nim zamknięta w samochodzie, przeszły mnie ciarki. Zignorowałam to, jak wyciągnął do mnie rękę, gdy wysiadałam z auta.
Naciągnęłam marynarkę ciaśniej, gdy poczułam zimny wiatr na ramionach. Zostałam przyciągnięta przez jedną z rąk Harry'ego i nakierowana na ścieżkę. Wzięłam głęboki oddech i poczułam przenikający zapach morza. Skręciliśmy za rogiem i dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jesteśmy na przystani. Mój wzrok wędrował od jednej łodzi do kolejnej. Wszystkie były pieczołowicie przycumowane.
Szliśmy wzdłuż promenady, tylko poręczę oddzielały nas od głębokiej wody. Zatrzymaliśmy się przed restauracją, gdy Harry gwałtownie odwrócił mnie w swoim kierunku. Odetchnęłam głęboko, gdy odrzucił mi włosy z ramienia na którym spoczywały. Uśmiechnął się przebiegając opuszkami palców po powoli blaknącym znamieniu.
- Mmmm...Chyba powinienem zrobić jeszcze jeden, żeby wszyscy wiedzieli, że jesteś moja. - usłyszałam jego zachrypnięty głos.
- Nie. - zaczęłam się cofać, zanim złapał za mój nadgarstek i przyciągnął mnie do siebie.
- Może później. - powiedział unosząc jeden z kącików ust w pobłażliwym uśmiechu.



***

Harry podał swoje nazwisko mężczyźnie stojącemu przed restauracją, zanim zostaliśmy zaprowadzeni w tylną część lokalu. Przeczuwałam, że specjalnie poprosił o takie miejsce, żeby nikt nam zbytnio nie przeszkadzał swoją obecnością.  Usiadłam na przeciw niego przy kawiarnianym stoliku. Zdjęłam żakiet i zawiesiłam go oparciu krzesła. Kelnerka podała nam menu, po czym przyjęła zamówienie na drinki i pośpiesznie się oddaliła. Harry skanował kartę dań, kiedy ja sięgnęłam do torebki po telefon. Podniosłam menu tuż przed siebie, zakrywając telefon, by przeczytać wiadomość, którą dostałam. 


 Już miałam odpisywać, kiedy moja karta została osunięta na stolik. Szybko wsunęłam telefon do torebki i podniosłam oczy, by spotkać ciemny wzrok Harry'ego. Na pewno zauważył mój telefon, ale postanowił nie zwracać na niego uwagi. Zamiast tego zapytał co chcę zamówić. 
- Nie jestem głodna. - powiedziałam bez ogródek. 
- Wybierz coś, albo ja zrobię to za ciebie. - odparł z poirytowaniem. 
Nie odpowiedziałam na co on przywołał gestem ręki kelnerkę. Jej włosy związane w kucyk zakołysały się, gdy ruszyła w naszym kierunku. Pospiesznie spisała zamówienie.
- Życzycie sobie państwo coś jeszcze? - zapytała przesadnie grzecznym tonem. Z wahaniem spojrzała na mojego towarzysza, by po chwili przenieść wzrok na mnie. Dało się wyczuć, że czuje się niepewnie w towarzystwie Harry'ego. Posłała mi przyjazne spojrzenie, jakby wiedziała, że jestem tu nie z własnej woli. 
- Nie, dziękujemy. - oddałam jej uśmiech. 
Zostaliśmy sami. Harry wpatrując się we mnie przekrzywił głowę w bok. 
- Boisz się mnie?
Już miałam odpowiedzieć, cóż to za głupkowate pytanie, ale się powstrzymałam. Nie zamierzałam przyznać  tego, że przerażał mnie jak jasna cholera. Podejrzewam, że ta wiedza dałaby mu jeszcze większe pole do popisu. Tak na marginesie, nie wiem jak mógł nie zauważyć tego, jak onieśmielona czułam się w jego towarzystwie. 
Jednak cisza była dla niego potwierdzeniem. Po raz kolejny dostrzegłam dołeczki w jego policzkach, kiedy się uśmiechnął. Wyciągnął rękę, by dotknąć mojej twarzy, kiedy do stolika podeszła kelnerka z naszymi napojami. Podziękowałam za wodę i w myślach błagałam by została z nami dłużej. Odeszła o wiele za wcześnie, zostawiając nas samych sobie. Czułam się bardzo niekomfortowo, kiedy lustrował moją twarz przenikliwym spojrzeniem. 
- Czy ktokolwiek dotykał cię kiedyś? 
- C..co?! - rzuciłam zszokowana.
Nie odpowiedział, ale poczułam jak kładzie swoją rękę na moim kolanie, korzystając z sytuacji, że wszystko odbywa się pod stolikiem. Zaśmiał się gardłowo z mojej reakcji i lekko wstał z krzesła.Byłam cholernie zdziwiona, kiedy przesunął swoje krzesło i usiadł tuż obok mnie. Jego dłoń natychmiast powędrowała w miejsce z którego przed chwilą wróciła. Oddech uwiązł mi w gardle, kiedy jego ręka zaczęła przemieszczać się w górę mojego uda. Moje ciało było sparaliżowane. Harry bez przerwy obserwował, jak moja klatka miarowo wznosi się i opada. Dziękowałam Bogu, że nie założyłam sukienki, kto wie, gdzie wtedy jego ręce mogłyby powędrować. Gdy jego palce musnęły moje miejsca intymne, natychmiast postanowiłam to przerwać. Moje krzesło wydało nieprzyjemny skrzybot, gdy odsunęłam je od stołu. 
- Ja... Ja muszę siku... - powiedziałam zmieszana.
Usłyszałam jego głęboki śmiech, kiedy skierowałam się w stronę toalet. Nie miałam czasu nawet zabrać swojej torby. Chciałam po prostu stamtąd zniknąć.
- Wracaj szybko. - Usłyszałam jego głos zanim zatrzasnęłam drzwi ubikacji.  

                                                                                                                                                                     
Przepraszam,że nie dodawałam rozdziałów,ale miałam strasznie dużo nauki pod koniec roku ;/





sobota, 8 czerwca 2013

Rozdział 3.

- Chyba żartujesz... - wydusiła Zoe z niedowierzaniem.
- Chciałabym. - schowałam twarz w dłoniach i wypuściłam głębokie westchnięcie. Kiedy podniosłam głowę, pozostałe dwie dziewczyny intensywnie się we mnie wpatrywały. Lucy powoli okręciła się na krześle przy biurku, na jej twarzy malowało się głębokie zamyślenie.
- No i co zamierzasz zrobić? - Zoe ponownie zwróciła się z pytaniem. Siedziała obok mnie na łóżku, nasze plecy oparte były o jego wezgłowie.
- Nie mam wielkiego wyboru, wie gdzie mieszkam.
Drzwi mojej sypialni otwarły się z hukiem, a naszym oczom ukazała się zdyszana Charlotte. Klapnęła na podłodze rozwiązując sznurówki i zdejmując buty. Sięgnęła rękami do włosów, by odgarnąć niesforne loki z twarzy.
- Sorry za spóźnienie, co przegapiłam? - podniosła się z podłogi, rzucając torbę na fotel i wspięła się na łóżko. Skrzyżowała nogi i patrzyła na mnie wyczekująco. Lucy przerwała ciszę.
- Bo jest prześladowana przez ekstremalnie przystojnego, ale przerażającego faceta, który śledził ją w drodze do domu, widział w samej bieliźnie, potem nagle następnego ranka zjawił się w jej kuchni i teraz są, jakby najlepszymi przyjaciółmi z jej mamą. - słowa wypływały niczym wartki potok z ust dziewczyny.
Oczy Charlotte robiły się większe z każdym wyrazem wypowiadanym przez Lucy. Jej wzrok błądził od twarzy do twarzy.
- Aha... I idzie z nim dzisiaj na randkę. - skończyła.
- C..co? - potrząsnęła głową, jakby starała się pomieścić tam wszystkie informacje. Na kilka sekund zapanowała grobowa cisza.
- Harry pojechał za tobą do domu? Miałam rację, że powinnyśmy zostać z tobą tamtej nocy! - Charlotte wyrzuciła ręce w górę, na znak dezaprobaty.
- Nie możesz po prostu mu odmówić? - zapytała Zoe.
- Ale on wie, gdzie mieszkam! Poza tym moja mama myśli, że on jest w ogóle najcudowniejszą rzeczą, jaka mogła mi się przytrafić! Jakbyś słyszała ją wczoraj... była taka szczęśliwa. Poza tym, wszystkie dobrze wiemy, jaką ma reputację. Nie chcę żeby komuś z moich bliskich stała się jakaś krzywda.
Lucy dotknęła stopami ziemi, zwiększając siłę obrotu na krześle.
- A co jeśli tobie stanie się jakaś krzywda? - powiedziała spokojnie.
Zakryłam oczy dłońmi żałując, że kiedykolwiek spotkałam Harry'ego. Prawdopodobnie gorzej już być nie mogło. Myślami byłam gdzieś daleko. Nawet nie miałam pojęcia, gdzie ma mnie zamiar zabrać, na tę "randkę". Używając terminu randka, postrzegałam go raczej luźno z uwagi na to, że wcale nie pragnęłam spędzić z nim tego wieczoru. Doskonale zdawałam sobie sprawę, że będzie szukał wszelkiej możliwości, żeby bez skrupułów zapoznać zakamarki mojego ciała z jego dłońmi. Oparłam się o ramię Zoe, gdy ta objęła mnie i mocno przytuliła.
- Będzie dobrze... - starała się mnie uspokoić, ale coś w jej głosie mówiło mi, że wcale nie była o tym przekonana.




***
Przeglądałam Tumblr, leżąc na brzuchu z nogami skrzyżowanymi w powietrzu. Fala niepokoju przeszła przez moje ciało, gdy zerknęłam na zegar stojący na nocnej szafce. Już niedługo i tortura spowodowana widokiem Harrego się rozpocznie. Przebiegłam palcami przez moje włosy, jeszcze wilgotne od wcześniejszego prysznica. 
- Bo? - moja mama zawołała przez drzwi.
- Wejdź. 
Popchnęła drewnianą powłokę i uśmiech momentalnie znikł z jej twarzy, kiedy zobaczyła jak zwlekam się łóżka.
- Dlaczego jeszcze nie jesteś ubrana? Harry niedługo przyjedzie!
Odwróciłam głowę i wywróciłam oczami. Gdyby tylko wiedziała, jaki on jest na prawdę. Szybko podeszła do mojej szafy, ale ją zatrzymałam. 
- Mamo, poradzę sobie sama. - powiedziałam.
- Lepiej się pospiesz. - kiedy zamknęła za sobą drzwi, znowu opadłam na łóżko. Zaklęłam cicho, wypuszczając powietrze. Gwałtownie odwróciłam głowę, gdy mój telefon zaczął wibrować. Podniosłam go i otworzyłam wiadomość.

Nie odpisałam, odrzuciłam telefon na łóżko i ruszyłam w stronę szafy. Wyciągnęłam koszulkę, była bardziej ładna, niż seksowna. Chwyciłam za dekolt, żeby przeciągnąć ją przez głowę, ale zastygłam w pół ruchu. Zerknęłam przez okno i zaciągnęłam zasłony. Szybko się rozebrałam, rzucając ubrania na podłogę w międzyczasie wciągając na siebie obcisłe, czarne jeansy. 
Długie czarne włosy opadły na ramiona, gdy patrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Nałożyłam lekki makijaż, moje rzęsy wyglądały na dłuższe i ciemniejsze, na usta nałożyłam przezroczysty błyszczyk, a policzki musnęłam lekko różem. Odetchnęłam głęboko i wypuściłam powietrze ze  świstem. 
- Cholera. 
Skoczyłam lekko, gdy usłyszałam jak mój telefon zabrzęczał. Przełknęłam głośno ślinę i odblokowałam świecący prostokącik. Ku mojej uldze, to była Lucy. 

Mały uśmiech zagościł na mojej twarzy, gdy zdałam sobie sprawę, że jednak mam jakieś wsparcie. Wrzuciłam telefon do mojej torby, razem z kluczami i pozostałymi niezbędnikami. Mój wzrok po raz kolejny spoczął na zegarku.  Miałam jeszcze 10 minut do przyjazdu Harry'ego. Towarzyszyło mi  uczucie, jakby moje serce przemieściło się do gardła. To było okropne. Czułam się jakbym miała zdawać bardzo trudny egzamin, albo czekać na zatrważające wyniki u doktora. 
W pewnym momencie usłyszałam samochód parkujący na podjeździe mojego domu. Wyjrzałam na zewnątrz, zerkając zza zasłony w moim pokoju. Z pokaźnego, ciemnego wozu wysiadł Harry. Po chwili widziałam jak wspina się po schodkach prowadzących do moich drzwi wejściowych. Szybko chwyciłam marynarkę wiszącą w mojej szafie, nie fatygując się odłożeniem wieszaka, który spadł, na swoje miejsce. W pośpiechu naciągnęłam buty z myślą, że im szybciej całe to spotkanie się skończy, tym lepiej. 
- Bo! Harry przyjechał! 
- Wiem!- bąknęłam w pośpiechu. 
Nie chciałam być niemiła, ale cała sytuacja działała mi na nerwy. Niechętnie zwlokłam się ze schodów,  by ujrzeć moją mamę, stojącą z wyczekującą miną w salonie. 
- Wyglądasz cudnie. - uśmiechnęła się ciepło.
- Dziękuję, mamo. 
Nasze głowy przeniosły się w kierunku, z którego dochodziło stukanie. Dała mi buziaka, zanim popchnęła mnie lekko w stronę drzwi. Odwróciłam się, by zobaczyć jak znika w korytarzu. Wzięłam głęboki oddech, starając się przygotować samą siebie, na to co mnie czekało. Nie pomogło. Tak na prawdę, nie wiem czy cokolwiek pomogło by mi przygotować się do tej sytuacji. Drżącą ręką chwyciłam klamkę i nacisnęłam ją. Pociągnęłam drzwi w moim kierunku, by zobaczyć wysokiego chłopaka z wyraźnymi dołeczkami w policzkach. 
- Cześć, piękna. 

Rozdział 2.

Wysiadłam z samochodu, po tym jak wręczyłam należne pieniądze taksówkarzowi. Przyjaciółki siedzące w środku pomachały mi jeszcze na odchodne, gdy odwróciłam się od drzwi wejściowych mojego domu. Z całą pewnością mogę nazwać przesłuchaniem, to jak wypytywały mnie ze szczegółami o to, co wydarzyło się z Harrym. Wciąż byłam tym wszystkim wstrząśnięta.
Jak tylko weszłam do swojego pokoju, zrzuciłam z siebie ubranie i włożyłam je do kosza z pozostałymi rzeczami do prania. Przeczesałam ręką włosy i ruszyłam do szafki, która kryła szuflady pełne ciuchów. Gładko przeciągnęłam przez głowę luźny t-shirt i skierowałam się w stronę łazienki, nieporadnie próbując naciągnąć spodnie od pidżamy. Potwornie śpiąca odnalazłam włącznik światła i nacisnęłam go. Chwilę później, nie spuszczając wzroku ze swojego odbicia w lustrze, namacałam szczoteczkę do zębów i wycisnęłam na nią odrobinę pasty. Wyplułam resztki wody z buzi i znowu spojrzałam w lustro. Mój wzrok zawisł na fioletowym znamieniu na szyi, palce powędrowały w sine miejsce. Poczułam uszczypliwy ból i wzdrygnęłam się od nieprzyjemnego uczucia. Naznaczył mnie. Dreszcze zawładnęły moim ciałem, gdy przypomniałam sobie dotyk jego miękkich ust na mojej skórze, potrząsnęłam głową, by przestać myśleć o kojącym dotyku jego języka, otulającym podrażnienie. "Teraz jesteś moja". Słowa odbijały się echem w mojej głowie. Nieudolnie starałam się wypchnąć Harry'ego z moich myśli, wycierając mokrą twarz ręcznikiem.
Wreszcie dotarłam do łóżka. Zwinnym ruchem odrzucając pościel na bok, ułożyłam się wygodnie, naciągając kołdrę pod samą brodę. Przejechałam rękami po najbliższym obszarze, by po chwili znaleźć źródło ledwie słyszalnego brzęczenia. Podniosłam telefon, przymrużając oczy, przed ostrym światłem bijącym od jego ekranu. SMS od Harry'ego. Przysięgam, że moje serce przestało na chwilę bić, gdy wreszcie zmusiłam się otworzyć wiadomość.
Zeskoczyłam z łóżka i szybkim krokiem podeszłam do okna. Zaczęłam się rozglądać, aż w końcu mój wzrok zatrzymał się na dużym, czarnym aucie, zaparkowanym po drugiej stronie ulicy. Strach utknął we wszystkich moich kończynach.Harry stał oparty o samochód, ręce skrzyżował  na silnie zarysowanej klatce.Nawet mimo ciemności, mogłam stwierdzić, że ma na twarzy ten swój arogancki uśmiech. Odepchnął się od maski i ruszył w stronę drzwi kierowcy. Zanim zdążyłam zauważyć, samochód nabrał prędkości i zniknął z pola widzenia. 
- W co ja się wplątałam... 
***
-Dzień dobry, Bo. - dobiegł mnie głos mojej mamy z wnętrza kuchni. Musiała usłyszeć, jak schodziłam po schodach. Idąc korytarzem, spojrzałam w lustro wiszące na ścianie. Spojrzałam drugi raz, przypominając sobie okropnego siniaka na mojej skórze. Szybko zakryłam szyję, przerzucając długie włosy na jedno ramię. Usatysfakcjonowana tym, że go nie widać pchnęłam kuchenne drzwi.
- Dzień dobry, ma... - zamarłam w miejscu, kiedy moim oczom, ukazał się chłopak z burzą ciemnych loków, siedzący na blacie. To nie mogło się dziać na prawdę. Moja mama stała tyłem do niego, więc czuł się swobodnie lustrując mnie od góry od dołu. Czułam zażenowanie. Po chwili jego wzrok przeniósł się na moją twarz. 
- Och, Bo... Ten uroczy młodzieniec stał przed domem, więc zaprosiłam go do środka. 
Jego twarz wyszczerzyła się w uśmiechu, ukazując wyraźne dołeczki. 
- Cześć, Harry. - zmusiłam się do grzecznego tonu. 
- Spokojnie, Bo... - mrugnął lewym okiem. 
- Mamo, mogę z tobą przez chwilkę porozmawiać ? Na osobności. - zapytałam przez zaciśnięte zęby. 
Posłałam Harry'emu zbolały uśmiech, zanim wyciągnęłam moją mamę na korytarz. Kiedy upewniłam się, że nie podsłuchuje, zaczęłam mówić.
- Dlaczego go wpuściłaś?! - szepnęłam ze złością. 
- Powiedział, że jest twoim znajomym. Poza tym, jest taki uroczy. - odparła półgłosem. 
- Mamo! On mógłby być mordercą, albo coś ! - mój głos zabrzmiał nad wyraz protekcjonalnie. 
- Oczywiście, że nie jest mordercą. Harry jest rozkoszny. 
Wywróciłam oczami. Byłam pewna, ze użył swojego "uroku". Potarłam dłońmi skronie, próbując znaleźć rozwiązanie całej tej sytuacji. Nie wiedziałam na kogo jestem bardziej zła, na Harry'ego, za to, że przylazł nieproszony, czy na moją mamę, że go wpuściła. 
- Zrobiłam śniadanie. Chodź. - złapała mnie za rękę i wciągnęła do kuchni, gdzie niezmiennie siedział ON. Uśmiechnął się, gdy go wyminęłam i zajęłam miejsce obok, przy kuchennym blacie. Cicho wypuściłam powietrze, gdy jego dłoń przesunęła się po moim udzie. Odtrąciłam ją szybko, na co zareagował wyraźnym rozbawieniem. Miałam potworne przekonanie, że czerpał przyjemność z tego, że mu się opierałam. Moja mama stała tyłem do nas, skupiona na tym, by nie przypalić czegoś na patelni. 
- Mmmm... - Harry zamruczał delikatnie. Zaczął się pochylać w moją stronę, ale szybko położyłam dłoń na jego ramieniu, zapobiegając tym samym, by przysunął się za blisko.
- Po co przyszedłeś? - wyszeptałam ostro. 
- Żeby cię zobaczyć. - uśmiechnął się w odpowiedzi, w ogóle nie zwracając uwagi na mój surowy ton.
Zdjęłam rękę z jego ramienia. Nie podobał mi się sposób w jaki na mnie patrzył. Musiał być jeszcze jakiś powód jego wizyty, nieproszonej wizyty. Opuściłam głowę, nie będąc w stanie dalej mierzyć się z jego spojrzeniem. Podskoczyłam lekko na krześle, gdy poczułam, że chwyta moją brodę, kierując twarz z powrotem w jego stronę. 
- Chcę cię gdzieś zabrać, jutro wieczorem. - powiedział.
Zadrżałam na te słowa, było to raczej stwierdzenie, niż pytanie. Moje oczy otworzyły się szerzej, gdy moja mama odwróciła się w naszą stronę z uśmiechem na twarzy.
- C...co? - rzuciłam.
- Och, byłoby wspaniale... prawda, Bo? - powiedziała z ekscytacją.
Harry opuścił dłoń z mojej twarzy, by przenieść ją na moje kolano. Już miałam zaprotestować, kiedy znowu wtrąciła się moja mama. 
- Będziecie się świetnie bawić. 
- Dlaczego po prostu nie zadzwoniłeś? Musiałeś tu przyłazić? - zapytałam sfrustrowana. 
- Pewnie byś się nie zgodziła. - wyszeptał cicho.
- Co pozwala ci myśleć, że teraz się zgodzę ? - nie siliłam się na uprzejmy ton.
Przeniósł swoje spojrzenie na moją mamę, która wydawała się zła tym, że po prostu nie przystałam na jego "zaproszenie". Nie miałam dużego powodzenia u chłopców, więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że była uszczęśliwiona widokiem Harry'ego przed naszymi drzwiami. Dla niej było to spełnienie marzeń. Atrakcyjny facet, proszący jej córkę o wspólne wyjście. Dla mnie - najgorszy koszmar. Nie tylko zrobił mi potworną malinkę, wbrew mojej woli, dodatkowo widział mnie prawie nagą, a to wszystko w przeciągu zaledwie kilku godzin.  A gdyby tego jeszcze było mało, to przerażał mnie samą swoją obecnością. Zanim zdałam sobie sprawę, moja mama i Harry, już ustalili wszystkie szczegóły, dotyczące godziny, na którą mam być gotowa jutrzejszego wieczoru. Moje usta otwarły się ze zdziwienia, gdy chłopak posłał mi pewny siebie uśmiech. 
- No cóż, muszę się zbierać. Dziękuję za naleśniki, pani Ellis. 
- Mów mi Heather. 
Uśmiechnął się do niej, zanim zeskoczył z blatu. Zamarłam kiedy pochylił się w moją stronę i lekko musnął ustami mój policzek. 
- Bo, odprowadź go. - moja mama poinstruowała mnie cicho. 
Fuknęłam, gdy popchnęła mnie lekko w stronę chłopaka. Drzwi kuchenne zamknęły się i znalazłam się w korytarzu z Harry'm. Sama. Nie tracił ani chwili czasu, gdy przycisnął mnie do ściany. Zacisnęłam powieki, gdy jego ciało napierało na moje, nie pozwalając się ruszyć. Oba moje nadgarstki, zamknięte były w jego dużej dłoni. Widziałam jak się uśmiecha, gdy z całych sił starałam się zwiększyć przestrzeń między nami, ale był zbyt silny. Jego wysoka sylwetka bez trudu nade mną górowała. 
- Nie rób tego... - powiedziałam błagalnym tonem.
Harry zignorował moje protesty, jego palce lekko ocierały skórę mojego policzka. Odgarnął długie włosy z mojego ramienia i wpatrywał się w fioletową plamkę, którą zrobił mi na szyi. 
- Pasuje do ciebie. - wyszeptał mi do ucha. 
Wzdrygnęłam się, kiedy przywarł ustami do znamienia na skórze. Był ostrożny, by nie przycisnąć za mocno. Poczułam ulgę, kiedy trochę się odsunął, mając nadzieję, że to koniec tortur i że za chwilę wyjdzie. Niestety, tak się nie stało. Po chwili znowu się zbliżył, jego kręcone włosy dotykały mojego policzka, kiedy umieścił jeszcze jeden pocałunek w miejscu, gdzie moja szczęka spotka się z szyją. 
- Ładnie pachniesz. - powiedział ciężko oddychając.
Boleśnie przycisnął moje nadgarstki do ściany, zanim przywarł do mnie biodrami. Jęknęłam pod wpływem silnego ucisku, a Harry odetchnął gardłowo. Głowa bezwiednie oparła się na jego ramieniu i poczułam, że nogi w każdej chwili mogą odmówić mi posłuszeństwa. Jego tors opadał i wznosił się w szybkim tempie, kiedy zwiększył częstotliwość wdychanego i wydychanego powietrza. Zanim się zorientowałam uwolnił mnie ze swojego uścisku. Przekręciłam głowę, by zobaczyć jak wychodzi z mojego domu. 
- Do zobaczenia jutro, Bo. 

 Puścił do mnie oko i zniknął za drzwiami. Kręciło mi się w głowie. Osunęłam się po ścianie, by usiąść na podłodze.